Moje początki z Clubhouse zaczęły się bardzo szybko. Jako jedna z pierwszych osób miałem okazje przeżyć euforie oraz dużą zmianę nastroju już w pierwszym tygodniu korzystania z aplikacji.

Dlaczego euforię?

Bo już pierwszego dnia opowiadałem wszystkim dookoła, że to jest przyszłość. Że to najlepsza aplikacja ever i niebawem wszyscy zapomnimy o Facebook’u. Moje zachowanie podyktowane było między innymi możliwością porozmawiania z zarządem zespołu McLarena z formuły 1. Bo jaka inna aplikacja daje takie możliwości? I to pierwszego dnia korzystania z Clubhouse! Ja, świeżak miałem okazje zadać pytanie szefom takiego zespołu.

Nastroje jednak szybko się zmieniły o czym przeczytasz w dalszej części tekstu… Zacznijmy jednak od odpowiedzi na pytanie czym jest Clubhouse!

Czym jest Clubhouse?

Clubhouse, to społecznościowa aplikacja opierająca się w 100% na audio. Użytkownicy iPhonów (wkrótce ma się to zmienić) mogą zakładać swoje pokoje, jak i dołączać do pokoi prowadzonych przez inne osoby.

Cały myk polega na tym, że pokoje dzielą się na tak zwaną scenę i widownie. Osoby z widowni mogą podnieść rękę i po zaakceptowaniu przez moderatorów dołączyć na scenę i zadać prowadzącym pytanie lub odnieść się do poruszanych w pokoju tematów. Daje to niezwykłą okazje do pogadania z ludźmi, do których byłoby bardzo ciężko dotrzeć w inny sposób.

Cała komunikacja prowadzona jest tylko przez audio. Nie ma wideo, nie ma chatów tekstowych. Jeżeli chcesz pogadać z kimś prywatnie, zakładasz pokój prywatny. Jeżeli chcesz prywatną rozmowę otworzyć na innych, wystarczy jedno kliknięcie i do naszego pokoju mogą dołączyć wszyscy inni użytkownicy aplikacji.

Brzmi prosto?

Jest jeszcze jedno ograniczenie. Z aplikacji można korzystać tylko po otrzymaniu do niej zaproszenia przez innego użytkownika aplikacji. Czy to dobrze czy źle, pozostawię bez komentarza.

Co jednak ciekawe, w profilu użytkownika wyświetla się przez kogo został on zaproszony. Skutkuje to tym, że dwa razy zastanawiam się zanim kogoś zaproszę. Dlaczego? Za ewentualne chamstwo czy buractwo częściowo odpowiadam ja, jako zapraszający. Ciekawe doświadczenie odpowiedzialności za tworzoną społeczność.

Co mogło pójść nie tak?

Aktualnie z uwagi na niszowość (tak!) aplikacji oraz środowisko w którym rozchodzą się zaproszenia większość pokoi dotyczy marketingu, zarabiania, inwestowania i marki osobistej. Opisuje sytuacje obecną na kilka tygodni po starcie aplikacji. Zdaję sobie sprawę, że z każdym kolejnym dniem będzie się to zmieniać.

Coraz częściej można znaleźć pokoje, w którym można pogadać o przysłowiowej dupie maryny. Jednak w dalszym ciągu z każdej strony atakują nas kolejne tematy w stylu:

  • „Jak zarabiać na webinarach?”,
  • „Jak monetyzować Clubhosue?”
  • czy „Jak sprzedawać na Instagramie”.

Tutaj muszę jednak oddać cześć pokojom prowadzonym przez Kamila Żurka (jeden dotyczył Roberta Makłowicza, drugi majonezu). Naprawdę przednia zabawa.

Dlaczego Clubhouse nie jest dla mnie?

  • Treści nie „na żądanie”. Do szału doprowadza mnie to, że nie jestem w stanie wcześniej zaplanować tego czego chciałbym posłuchać. Że nigdy nie wiem czy trafię na coś ciekawego. I, że nawet jak pojawię się w wartościowym pokoju, to nie mam pojęcia na jakim etapie jest rozmowa.
    Czy coś co chce dodać do dyskusji już padło?
    Czy odpowiedź na moje pytanie już się pojawiła?
    Niby jest możliwość planowania pokoi do przodu, ale dalej nie przekonałem się do korzystania z tej możliwości i wpisywania sobie w kalendarz pokoi w których warto uczestniczyć. Pozostaje pytanie czy warto o którym piszę dalej…
  • Większość treści jest oczywista. Rzadko trafiam do pokoju, w którym byłaby specjalistyczna i wartościowa wiedza (tutaj szacunek do Bartka Pucka, którego pokoje są równie merytoryczne co jego newsletter!). Przykładowo podczas rozmowy o newsletterach zamiast skupiać się na szczegółach i konkretnych rozwiązaniach, dyskusje dominuje jak zacząć, jaki program wybrać i co to jest newsletter… Podstawy podstaw.
  • Kontynuując, kolejnym minusem jest powtarzalność. Niestety, jeżeli uważacie, że poniedziałkowy pokój o newsletterach będzie różnił się czymś od wtorkowego możecie się grubo zaskoczyć. Prócz wstępu osoby prowadzącej, który prawdopodobnie będzie dotyczył innego aspektu niż w dniu poprzednim, cała reszta pytań i dalszej dyskusji dotyczyć będzie najprawdopodobniej tego co w dniu wczorajszym i kolejnych najbardziej popularnych pytań. Takie uroki spowodowane są tym, że różni ludzie pojawiają się w różne dni i te same pytania przewijały się, przewijają się i będą się przewijać do końca naszych dni.

I tu moje pytanie. Czy nie lepiej odpalić sobie film na YT czy podcast dotyczący interesującego nas zagadnienia i na spokojnie przyswoić wiedzę z możliwością zatrzymania, ponownego odtworzenia i wyciągnięcia z materiału jak największej ilości wiedzy? Jest cała masa ciekawych blogów, podcastów (o których piszę tu i w bliskiej przyszłości zaktualizuje listę) czy kanałów na YT gdzie całą tą wiedzę z Clubhouse mogę dostać w dowolnie wybranym momencie.

Ba! Nawet z jej autorami można w prosty i szybki sposób się porozumieć, jak np. z Pawłem Tkaczykiem lub Maćkiem Lewińskim, który na newsletter odpisuje zawsze, zupełnie jakby był Twoim przyjacielem.

Jeżeli Clubhosue to do czego?

  • do miłego spędzenia czasu na rozmowie na interesujące tematy. Póki co takich pokoi jest mało, ale liczę, że w niedalekiej przyszłości normalnością będzie możliwość pogadania o edukacji, formule 1 czy robieniu ciasta do pizzy. A co!
  • do networkingu, czyli słowa i czynności której osobiście nie czuję, ale wiem, że mnóstwo ludzi na Clubhosue poznało partnerów biznesowych jak i spotkało ludzi z którymi mogą wymienić się wiedzą również poza aplikacją lub coś razem stworzyć.

I tak oto z euforii przeszliśmy do stanu obojętności. Bo niby widzę właśnie na ekranie, że ludzie rozmawiają w jednym z pokoi o instastories, a w drugim o braniu zimnego prysznica (wow, czyli jednak są tematy bardziej lifestylowe), ale czy kliknę i posłucham lub włącze się do dyskusji?

Nie. Wolę posłuchać Raportu o stanie świata lub miło spędzić czas z Maciejem Filipkowskim i jego audycją Zaprojektuj Swoje Życie. Przynajmniej mam pewność, że czas ten nie będzie stracony… i nie zacznę uzależniać się od kolejnej aplikacji, która wymaga ode mnie bycia „tu i teraz”.

Jasiek, ale ja chce spróbować!

I ja to rozumiem! Ja również nie wyobrażam sobie nie założyć konta i nie przetestować aplikacji, która przez wielu została uznana za następcę Facebooka.

Po pierwsze, jeżeli potrzebujesz zaproszenie, to odezwij się. Chętnie oddam ci jedno z tych, które posiadam, a mam ich kilka do rozdania.

Po drugie, warto zaobserwować wartościowe osoby. Poniżej przygotowałem krótką listę osób, od których polecam rozpoczęcie przygody z Clubhouse.

  • Damian Rams i Mateusz Muryjas prowadzą regularne pokoje dotyczące analityki. Bardzo wartościowe rozmowy i ciekawi uczestnicy dyskusji, którzy zadają mądre i nie oczywiste pytania.
  • Kamil Żurek, którego nie znam osobiście, ale spędziłem z nim kilka godzin w pokoju o Robercie Makłowiczu i bardzo miło wspominam. Ten sam vibe.
  • Monika Puchalska, dzięki której trafisz do miliona różnych pokoi i co ciekawe w każdym z nich będziesz miał okazję usłyszeć jej głos. Tak. Wygadana z niej dziewczyna!
  • Jerzy Zientkowski, którego styl prowadzenia czasem może męczyć, ale koniec końców jego wskazówki dotyczące wystąpień publicznych są naprawdę bardzo, ale to bardzo dobre!
  • Bartek Pucek polecany we wcześniejszych fragmentach tekstu prowadzi bardzo ciekawe pokoje dotyczące inwestowania, startupów i prowadzenia organizacji.
  • Paweł Tkaczyk, który jest specem od marketingu i opowiadania historii!

Z tą wiedzą idź w świat, a jeżeli chciałbyś podyskutować o tym co myślisz o Clubhouse, to zachęcam do komentarzy lub wiadomości prywatnej.


1 komentarz

Jak minął luty? Podsumowanie miesiąca | VITINGI.pl · 1 marca 2021 o 12:56

[…] z którego oczywiście skorzystałem i nawet mam trochę przemyśleń. Wszystko znajdziecie we wpisie, który kilka dni temu opublikowałem. Znajdziecie […]

Dodaj komentarz

Avatar placeholder