Miejsca Życie

Zoo

 Zwiedzanie w dzisiejszych czasach jest niezwykle proste. Wystarczy dojechać wyjść, popatrzeć, zrobić koniecznie zdjęcie na Instagram, Snapchat, Facebook, czy gdziekolwiek tam jeszcze dziś można wrzucić zdjęcie. Potem koniecznie zjeść specjał z danego regionu i już można pakować się z powrotem do samochodu i Gdynię można uznać za zwiedzoną. Czy tam Jarosław, Bździszewo Dolne, Nowy Jork. Bez znaczenia.

 Oczywiście, gdzieś jest super muzeum, gdzieś najlepsza kawiarnia na Słowacji, a jeszcze gdzieś najlepsza wódka z Rosji, zapewne w jakimś super ekskluzywnym lokalu w centrum Moskwy. Najlepiej jak zostanie wytyczona trasa, na której znajdzie się każdy jeden zabytek w mieście, żeby można to było rach-ciach jednym spacerkiem wszystko co warto zobaczyć.

 Jak co dwa tygodnie (o ile nie zapomnę napisać artykułu) wpadłem na pewną myśl, której w żadnym wypadku nie uważam za jedyną słuszną, taką, z którą każdy powinien się zgodzić. Kiedy chcemy zobaczyć jakieś nowe miejsce tak prawdziwie, a nie oglądać przez zakrzywione zwierciadło powinniśmy odrzucić komunikację miejską, samochód, taxi i tym podobne na rzecz naszych nóg, lub ewentualnie roweru. Dlaczego?

„Przemysł” turystyczny

 Jesteśmy dzisiaj świadkami swego rodzaju boom turystycznego. I super. Właściwie każdy może dostać się dzisiaj wszędzie, z mniejszym lub większym trudem i dorzucać kolejne miejsca do swojej niezwykle długiej listy pod tytułem “byłem tu, zjadłem tu, selfie też tu”. Nie no, nie do końca, bo tych zdjęć najlepiej jak jest w ilościach hurtowych tak, żeby nam samym nie chciało się ich wszystkich nigdy więcej przeglądać. I tych miejsc robi się kilka, kilkanaście, kilkadziesiąt, może kilkaset? I później widząc pocztówki, słysząc opowieści znajomych możemy powiedzieć – a, byłem tu! Widziałem każdy pomnik w mieście i więcej obrazów niż studenci historii sztuki! I w sumie nie zdziwiłbym się, jakby tak było.

 Dodatkowo jesteśmy rozpieszczani do granic przez przestrzenie, które odwiedzamy. Metro podwiezie nas od muzeum, do muzeum. Od parku, do parku. W galerii sztuki dostaniemy mapkę z obrazami znanymi, które MUSIMY zobaczyć, bo inaczej wyjazd się nie liczy, a i sumienie będzie nas gryzło do końca życia. Bo to w Luwrze być i nie widzieć najładniejszego obrazu na świecie? Samej Mony Lisy? Jesteśmy w tym wszystkim jak dzieci w zoo jeżdżące kolejką która pokazuje każde zwierze, które warto najbardziej zobaczyć, omijając dziesiątki innych. Ktoś może nam o nich opowiadać, a my będziemy zafascynowani jakie to jest wszystko wspaniałe, a nawet jeżeli nie, będziemy chociaż udawali że podziwiamy to, co inni uważają za niezwykłe.

Mój pomysł

 Dlatego uważam, że powinno się zwiedzać inaczej. Przynajmniej ja tak chcę. Zgubić mapę, wsiąść na rower i kluczyć po ulicach miasta zatrzymując się tam, gdzie mnie coś zainteresuje. Patrzeć na normalność danych miejsc i w nich szukać uroku, a nie przebijać się przez tłumy żeby zobaczyć TO miejsce, albo TEN obraz, czy TAMTEN pomnik. W galeriach sztuki najbardziej podobają mi się zazwyczaj obrazy, które rzez większość są pomijane. Bo autor jest nieznany, albo po prostu nie było tego zdjęcia w żadnym z podręczników, to po co się zatrzymywać. W nich odnajduję najciekawsze historie, najlepszy przekaz, czy po prostu ich piękno.

 Nawet jeżeli nie chcemy się zgubić, ważny jest rower lub nasze własne nogi. Wtedy można zobaczyć miasto takim, jakim jest, fajną rowerówkę, skatepark pod mostem, ładne osiedle, park, o którym się nigdy nie słyszało. Mam wrażenie, że brakuje w nas dziś odwagi w podróżowaniu. Boimy się pójść swoją drogą, przeżywając wyprawę i odkrywając miejsca, zamiast tego wolimy bezpieczne chodzić po szlakach utartych przez setki innych ludzi, za którymi uważamy, że musimy podążać. Zachowujemy się trochę jak w takim zoo dla nieco starszych. Nie śpieszy nam się, do wyjścia i poszukania czegoś na własną rękę. Nie jest to proste, bo domyślam się, że zamiast zgubić się na Polach Mokotowskich w Warszawie, można by było w tym czasie zwiedzić Łazienki, muzea w ilościach hurtowych, pomnik Chopina, Kopernika, i każdego innego byłego albo obecnego mieszkańca stolicy. Tak jest rzeczywiście bezpieczniej. Wystarczy jednak nieco odwagi oraz wyobraźni, a zwykły przejazd po parku może się skończyć na grze w spikeball, frisbee z nowo poznanymi ludźmi, kończąc to wszystko najlepszą na upały lemoniadą z jakiejś małej budki zagubionej gdzieś na obrzeżach parku.

 To tylko od nas zależy czy zwiedzimy każde zoo na świecie, czy postaramy się zobaczyć i przeżyć coś więcej. Coś, co niekoniecznie będzie wpisywało się w jakiś schemat. Coś,co będzie w stu procentach naszym wyjazdem, z naszym własnym pomysłem, który może być najbardziej odleciany, monotonny, śmieszny, poważny, nie ważne jaki – będzie dużo lepszy niż spacer po zoo, w którym było się już tyle razy, a zmieniały się tylko detale.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ