Od zawsze miałem szacunek do ludzi umiejących rysować. I nie mam tu na myśli dzieł pokroju Van Gogha czy innego Rembrandta. Myśląc o rysowaniu mam na myśli proste rysunki domów, krajobrazów czy ludzi. W te klocki nigdy nie byłem asem, ale coś się zmieniło. Dokładnie w zeszły piątek. A co? Przeczytajcie do końca. 

Moją historię związaną z rysowaniem można podzielić na kilka głównych okresów.

Okres pierwszy – dej mi tą ścianę!

Był to okres którego do końca nie pamiętam, ale podobno byłem niezły we wszelkiego rodzaju abstrakcji. „Daj mi białą kartkę, a narysuję ci dzieło życia” – to moje motto tamtego okresu. Ba! Wystarczyło, że znalazłem kawałek ściany i już zaczynałem tworzyć!

Okres drugi – monter, technik, akrobata

Monter, technik, akrobata. Te słowa najlepiej oddają moją twórczość tworzoną za czasów szkoły podstawowej. Konstrukcje drewniane połączone sprytnie z drzewem na którym był domek – to mój znak rozpoznawczy tamtych czasów. Aż żałuję, że żaden z moich „projektów” nie przetrwał próby czasu. 

Okres trzeci – serca serca, wszędzie serca

Gimnazjum – czas miłości „na całe życie”. Jak się pewnie domyślacie, w tym okresie dominowały serca. Wszechobecne serca. Na zeszycie, na ławce, na krześle, a zdarzało się także na rękach czy w innych dziwacznych miejscach. I od razu mówię – choć spod mojego pióra wyszło serc mnóstwo, do ideału nigdy nie doszedłem.

Okres czwarty – kreatywne dno

Okres najgorszy. Liceum zabiło moją kreatywność tworzenia. Zamiast domków na drzewie, czy nawet głupich serc, pojawiły się wszechobecne trójkąty, kwadraty czy inne trapezy. Kilka razy próbowałem zaszaleć i narysować coś na matematyce bez użycia „narzędzi” jednak zostałem skutecznie sprowadzony na ziemię przez Panią Piątek, którą serdecznie pozdrawiam i jak już wspomniałem o piątku to płynnie przejdę do ostatniego okresu…

Okres piąty – ZESZŁY PIĄTEK

Zeszły piątek. Tak, dokładnie. To właśnie w zeszły piątek wszystko uległo zmianie. Zastanawiacie się pewnie co się stało, że stary dobry Jasiek, którego szczytem możliwości było narysowanie serca w gimnazjum, rozpoczął nowy okres w swoim życiu związany z rysowaniem.

Ci co mnie znają, wiedzą, że staram się jak najczęściej oglądać filmy z konferencji TED. Po ostatnim kryzysie związanym z trzymaniem się postanowienia oglądania codziennie jednego „teda” postanowiłem się ogarnąć. I lepszego filmiku na „ogarnięcie się” nie mogłem wybrać. Pan Graham Shaw w swoim wystąpieniu, które możecie obejrzeć tutaj. udowadnia, że nawet osoba nieumiejąca rysować, po jego „tedzie” trwającym nieco ponad 17 minut będzie umiała narysować 8 różnych postaci z kreskówek. Brzmi nieźle? Właśnie takie jest. Uwierzcie mi, uczucie, które mnie ogarnęło po narysowaniu swoich pierwszych twarzy w życiu (innych niż kółko z kreską i dwoma kropkami w środku) było niesamowite.

Poniżej możecie zobaczyć czego nauczyłem się w pierwsze 10 minut trwania TEDa, a tych co nie są zainteresowani moją twórczością zachęcam do obejrzenia TEDa i pokazania go każdemu, kto uważa, że nie poradzi sobie z narysowaniem twarzy.


0 Komentarzy

Dodaj komentarz