Dzisiaj trochę o hazardzie. Nie znajdziecie tutaj historii o utopionej fortunie i o tym, że hazard, a dokładnie zakłady bukmacherskie to zło. Jeżeli jednak chcecie dowiedzieć się co łączy porażkę, Wisłe Kraków i zakłady bukmacherskie to zachęcam do dalszej (krótkiej) lektury.

Jak pewnie niektórzy wiedzą, a inni zaraz się dowiedzą – Wisła Kraków przeżywa ostatnio spory kryzys. Nie tylko finansowy czy kibicowski, ale może i przede wszystkim kryzys formy, co wiąże się ze słabymi wynikami na boisku. Łopatologicznie: PRZEGRYWA MECZ ZA MECZEM.

Jak pewnie część z Was może się także domyślać – jestem kibicem Wisły. Powiedziałbym, że nawet coś więcej niż kibicem. Powiedzieć, że to dla mnie najważniejszy klub na świecie, to jak nic nie powiedzieć. Nic nie poradzę na to, że jestem jednym z niewielu szaleńców, którzy Ekstraklasę oglądają z takim samym lub większym zaangażowaniem niż Premier League czy Serie A.

To co zaraz przeczytacie, dla wielu jest nie do przyjęcia. Dzieląc się moim rozwiązaniem na porażki Wisły z kilkoma osobami usłyszałem za każdym razem zdania typu „i ty mówisz, że jesteś prawdziwym kibicem”, lub bardziej dosadnie „no to widać, że w c**j tej wiśle kibicujesz”. Rozwiązuje wszystkie wątpliwości – KIBICUJE,  w każdym meczu zwycięstwo jest najważniejsze, choćby nie wiem jaki był kurs na przeciwnika. A! Właśnie! Kurs… Bo trochę zboczyłem z tematu…

Przejdźmy do meritum. Pewnego zimowego wieczoru zacząłem się zastanawiać, ile w zasadzie jest dla mnie warte zwycięstwo Wisły? 1 zł? 10? A może 1000? Filozoficznie – nie ma wartości, jest bezcenne. Realnie – 5 zł (tutaj jest miejsce na Wasz śmiech).

Ale tak, po dłuższych przemyśleniach uznałem, że właśnie tyle jestem w stanie „zapłacić” za zwycięstwo Wisły. I tak właśnie zrodził się mój plan, dzięki któremu nareszcie mogłem być względnie zadowolony, niezależnie od wyniku meczu. Jak to zrobiłem?

Postanowiłem, że będę stawiał kwotę 5 zł na zakład, że Wisła przegra (w przypadku remisu otrzymuję zwrot kwoty). W tym momencie, mam trzy opcję zakończenia meczu Wisły:

  1. Wisła wygrywa – jestem najszczęśliwszym człowiekiem na świecie (nie za długo, ale zawsze coś) – jestem w stanie za to uczucie zapłacić 5 zł. Boże, kawa kosztuje 14.90, a wygrana wisły tylko 5 ziko!
  2. Wisła remisuje – nie ma wygranej, nie ma też przegranej, ale jest cenny 1pkt. Nie ma tragedii. No i pintka wraca do kieszeni.
  3. Wisła przegrywa –  moje 5 zł postawione na porażkę Wisły przynosi ok. 2-3 zł. Zawsze coś, wystarczy, żeby porażkę przeżyć mniej boleśnie. Nie dużo mi trzeba 🙂

Tip: Jeżeli 1 punkt, jest dla nas także cenny, zawsze możemy postawić całość na zwycięstwo przeciwnika i nie otrzymać zwrotu w przypadku porażki. Taki zakład jest jeszcze bardziej opłacalny, ale znacie moje podejście do finansów.

Pewnie zauważyliście, że ta metoda nie przynosi kokosów, ale jest coś w niej co działa na moją głowę, dzięki czemu lepiej przeżywam ewentualne porażki Wisły, choć „zarabiam” na nich ledwie kilka złotych…

ps. I przepraszam wszystkich, którym tym wpisem zaburzyłem obraz oszczędnego i dbającego o finanse Jaśka, co to od hazardu trzyma się z daleka (pozdrawiam rodziców :D). Wydaję mi się jednak, że wszystko jest dla ludzi i skoro można coś wykorzystać na swoją korzyść to nie jest to niczym złym. 

No i na koniec, nie polecam obstawiać meczy. Poza moim sposobem, nie praktykuję tego, bo znam historię, które uświadomiły mi jakie to jest gówno. 5 zł raz na tydzień jeszcze rozumiem, ale jeżeli masz słabą głowę z 5 zł może bardzo szybko zrobić się 50… 500… Uważajcie!


0 Komentarzy

Dodaj komentarz