Większość swojego życia mieszkałem na wsi. Bardzo małej. Właściwie z taką tylko jedną drogą, co prawda międzynarodową bo to blisko granicy Polsko – Słowackiej, ale nie zmienia to faktu, że dziura to była totalna. Jak w całym kraju jest tu kościół, dwa parę mniejszych sklepów, tartak no i oczywiście zagłady pogrzebowe. Dużo.

 Skończyłem szkołę i czas nadszedł, żeby wyjechać na studia. Do wyboru z moją maturą, dużo nie miałem, ale udało się dostać do Krakowa na bardzo przyjemny kierunek. Przeprowadziłem się w dzień przed pierwszym wykładem, na który szczerze nie sądziłem że uda mi się zdążyć, ponieważ byłem przekonany, że zanim trafię w dobre miejsce zdążę zwiedzić całą resztę pięknego miasta królów polskich. O dziwo nie było tak. Co więcej nawet zdążyłem, mimo tego, że nie wsiadłem do autobusu do którego chciałem, bo był całkiem zapchany.

  To nie koniec jeszcze tematu komunikacji miejskiej. Mam dwa takie nawyki małomiasteczkowe, które powodują, że niektóre sytuacje są dla mnie całkiem zabawne. Pierwszą z nich jest moje przyzwyczajenie do mówienia “do widzenia” wychodząc z busa jeżdżąc ze wsi do najbliższego miasta. Za każdym razem kiedy wychodzę już nie z busa tylko autobusu w Krakowie ledwo się powstrzymuję, żeby przy wysiadaniu tego nie zrobić, choć parę razy nie udało mi się i żegnały mnie dziwne spojrzenia innych pasażerów, którzy nie wiedzieli czy mają się śmiać, bulwersować, czy może odpowiedzieć jakiemuś nieznajomemu chłopakowi, który wygląda jakby nie wiedział co tu właściwie robi.

  Kolejna rzecz jaka mnie bawi to wieczny pośpiech, żeby zdążyć, bo przecież tramwaj jedzie za 3 minuty, albo autobus za 2 i nie można się spóźnić. Ja tego nie rozumiem. Przecież tutaj większość z nich jeździ co 10 góra 20 minut, chyba, że w środku nocy, to wiadomo, że rzadziej. No i kiedy ja przychodzę na przystanek z przyzwyczajenia będąc gotowy na co najmniej półgodzinne czekanie zawsze jestem miło zaskakiwany nadjeżdżającym wcześniej środkiem transportu, co bardziej zabawne, często wchodzę bardzo szczęśliwy jak to szybko działa wszystko, a koło mnie ludzie narzekają jak to się bardzo nie spóźnił, jak to źle zorganizowane i komu to nie złożą skargi na kierowcę, któremu ja z chęcią wychodząc rzuciłbym “do widzenia”.

 Co ciekawe jedna rzecz się nie zmieniła w ogóle. No, może troszkę. Generalnie chodzi o smog. Tu, w Krakowie jest czasem straszny, a i na co dzień da się coś dziwnego wyczuć w powietrzu. Da się przyzwyczaić. Szczególnie, że w mojej małej ukochanej wsi też był problem z zanieczyszczeniem. Dolina gdzieś tam w górach, która powinna być miejscem gdzie powietrze będzie czyste, chłodne, takie, przy którym można odpocząć, niestety nie zawsze taka jest i szczególnie w zimę i w czasie palenia traw wyjście z domu nie zawsze kończyło się przyjemnie.

 No i przyznam szczerze, że zawiodłem się bardzo w jednej sprawie. Żabka. Mój ukochany sklep w naszej wiosce. To była nawet ta wersja Cafe, więc do zwykłej oferty sklepowej dołączona była kulinarna, z której nie korzystałem, ale bardzo bawił mnie fakt, że była. No i co najważniejsze czynna codziennie 6-23. Takiej tu nie mam. Przynajmniej gdzieś w okolicy. W związku z tym od dłuższego czasu szukam jakiegoś innego sklepu gdzieś w pobliżu mojego osiedla.

  No i kebab jest tuż koło mnie. Nie jadłem tam jeszcze, i raczej nie zjem. Na pewno tam nie zjem. A czemu? Ano dlatego, że w ciągu ostatnich miesięcy nauczyłem się, że jedzenie go w byle jakim miejscu nie zawsze kończy się najlepiej…


0 Komentarzy

Dodaj komentarz