Dwa tygodnie temu dokonałem historycznego zakupu, który miał zmienić moje życie na lepsze, zadbać o zdrowie, ułatwić codzienność i tak dalej. Pierwszy raz na Vitingach będę dzielił się swoją opinią na temat jakiegoś nabytego produktu, ale z racji tego, że recenzji tego przedmiotu jest już mnóstwo, ja napiszę tę w nieco inny sposób. Taki własny. Moim zdaniem – bardziej praktyczny. Nie skupię się na parametrach, statystykach, ekranie, ładowarce, baterii itp. Czas przyjrzeć się jednemu z najnowszych produktów chińskiego giganta – Xiaomi Mi Band 5.

Zakup

 Zacznijmy od pierwszego wrażenia, które mnie spotkało. Opaskę zamówiłem przed premierą, przez przypadek w nieoficjalnym sklepie, ale na szczęście wszystko okazało się w porządku. Wydałem na nią nieco mniej niż 200 złotych, wliczając w to dodatkowy pasek. Ekscytacja przed otwarciem sięgnęła zenitu, nie mogłem się doczekać momentu kiedy pobiegnę do paczkomatu i odbiorę to cudo. Po pracy od razu nie czekając na nic przystąpiłem do działania, a paczkę otworzyłem jeszcze po drodze, pomimo tego że do domu mam od niego około 300 metrów. Kiedy po kilku minutach już udało mi się uporać z konfiguracją, która była bardzo prosta i przyjemna, naszło mnie bardzo dziwne uczucie. Uczucie, które mamy prawie zawsze po zakupie nowego sprzętu,a który długo czekaliśmy. Aha. No i mam Mi Band 5 już. I co? I nic. Spoko. Fajnie, że jest, ale nic więcej.  Zawsze mnie bawiło to, że zazwyczaj w momencie po takim otwarciu paczki, czy dostaniu prezentu emocje tak nagle opadają i się przyzwyczajamy do nowego stanu, przez co jest taki se no nijaki.

Uważaj!

 Od opaski nie schudniesz. Ja to wiem. Testowałem. Nosiłem kilka pierwszych dni i nic się nie stało, prócz wibrowania co godzinę, sygnalizującego, że za długo siedzę i pora się ruszyć. I to jest problem. Ten gadżet może nam pomóc w jakimś tam stopniu, mierząc kroki, kalorie, śledząc trasę w czasie jazdy na rowerze czy biegania. Nawet tętno zmierzy, co jest bardzo fajnym bajerem i nie potrzeba do tego nic więcej plus tego, dajmy na to, mądrego zegarka. Niestety, to wszystko i tak pozostawia nam ostateczną decyzję do której musimy zmusić się sami – wstać, wyjść i pobiegać, czy leżeć do góry brzuchem i przewijać piosenki na telefonie używając naszego nowego nabytku. Także nie dajcie się oszukać. To nie ładna pani z reklamy będzie za nas ćwiczyła, tylko sami musimy podjąć te wysiłek. Trochę cienko, liczyłem na to, że będzie inaczej.

Śpij spokojnie

  Teraz czas na coś co muszę przyznać, bardzo przypadło mi do gustu. Opaska w nocy monitoruje nasz sen, przez co możemy potem podejrzeć jak to się ma do naszego przeciętnego dnia. Po przebudzeniu możemy sprawdzić długość głębokiego snu, płytkiego oraz momenty przebudzenia. Potrafi też wykryć drzemki, ale nie testowałem, ponieważ nie potrafię spać w dzień. Ciekawym jest też opcja porównania się z innymi. Za pomocą dwóch wykresów w aplikacji Mi Fit możemy podejrzeć od jakiego procenta ludzi śpimy lepiej, dłużej i takie tam. Niby nieistotne i da się bez tego żyć bez problemu, ale bardzo fajny dodatek, który jestem przekonany, że spodobałby się większości z was. I do tego wszystkiego Xiaomi Mi Band 5 ma coś, co przydałoby się chyba każdemu.

Wiatruczas

  Alarm, minutnik, stoper to wszystko bardzo proste rzeczy. Nie jest to cud najnowszej techniki, wspaniały wymysł, lecz raczej codzienność i funkcje które można dzisiaj znaleźć nawet na lodówce. Pomyślicie pewnie, co w tym takiego super Franek, jeżeli znajdziemy to na zegarku! Przecież to chyba oczywiste? I tak i nie. Bo prawdą jest, że dziwnie by było gdyby tych funkcji w Mi Band 5 by brakowało, ale nie sądziłem, że są zrobione w taki sposób. Jaki? Taki, z którego to chce się korzystać. Minutnik uruchamia się dwoma kliknięciami, przez co zaczyna się z niego korzystać. Jednak to budzik jest czymś wspaniałym. Alarm o wyznaczonej godzinie nie stara się nas ocucić znienawidzoną już muzyczką. Ma na to ciekawszy sposób, otóż wibruje nam na nadgarstku i co ciekawe to działa! Oczywiście, nadal używam normalnego budzika na telefonie, ale to tylko na wszelki wypadek i przez cały ten czas nie zdarzyło się, żebym zaspał. A to jest niezły sukces.

Inne

  Na koniec kilka różnych przemyśleń w nieco skróconej formie. Z naszą opaską od Xiaomi możemy trenować na kilka różnych sposobów, w czasie jazdy lub biegania dodatkowo śledzi naszą trasę, którą możemy potem podejrzeć w aplikacji. Zegarek rzeczywiście jest wodoodporny, ale noszenie go pod mokrą kurtką powoduje, że włącza różne funkcje i wibruje, myląc mokry materiał z naszym palcem. Niby nic wielkiego, ale irytuje czasem, gdy idzie się w deszczu a na ręce coś cały czas wibruje. W aplikacji możemy dodawać znajomych i śledzić ich aktywność, a nawet zaczepiać, powodując, że da im o sobie znać i wyświetli powiadomienie. Mała rzecz, a cieszy. Oczywiście wiadomości i powiadomienia z różnych aplikacji też mogą się na Mi Band 5 wyświetlać. Menu i tapeta są w stu procentach edytowalne. Istnieje opcja zmierzenia stresu, działa czy nie działa – sami musicie ocenić. U mnie widać różnicę, ale nie jest to funkcja, której jakoś bardzo ufam. Oczywiście można ustawić swój cel ilości kroków dziennie, które powinniśmy przejść. Fajna jest też łatwość wymiany opasek.

 Tak na koniec, każdemu, kto chciałby mieć taką opaskę polecam, a takim, które nie chcą i nie czują potrzeby z posiadania takiego gadżetu – nie polecam. W sumie to jak uważacie. Mi się podoba, bo jest fajna. I tania 😀

No i właściwie najważniejsze – Ksiaomi, Ziaomi, Siaomi, jak to się powinno wymawiać?

Xiaomi Mi Band 5 na Ceneo


0 Komentarzy

Dodaj komentarz