Ostatni wpis, w którym poruszyłem temat FOMO, które w moim przypadku bardzo wpływało na ilość książek, które czytam, przyniósł spore efekty. Wylanie z siebie refleksji i uświadomienie sobie jak bardzo dużo tracę z powodu mojego podejścia „nie idź dalej, dopóki nie przeczytasz książki, którą zacząłeś lub nie przesłuchasz podcastu, który zacząłeś”. 

Po dwóch tygodniach muszę przyznać, że kolejka książek do przeczytania, spektakularnie się odblokowała. W 14 dni udało mi się skończyć „Potęgę pozytywnego myślenia”, podjąć decyzję, że „Dziennik z Guantanamo” musi poczekać na swoją chwilę i przeczytać większość książek, które zamówiłem przy okazji pisania poprzedniego wpisu.

Aktualna sytuacja wygląda następująco:

„Dzikie serce” – przeczytane w 2 dni. Książka, o której więcej przeczytacie poniżej.

„Narzędzia tytanów” – łykam dziennie po kilkanaście stron. Ogromna cegła (800 stron), która z uwagi na swój charakter nieco bardziej poradnikowy, nie nadaje się do czytania ciągiem.

„Kopalnie talentów” – przeczytane w 2 dni. Doskonała książka, z której dowiecie się m. in., że czarnoskórzy biegacze nie wygrywają z powodu genów!

„25 miniemerytur” – niestety rozczarowanie, póki co „przeglądam” by wybrać co wartościowsze fragmenty, ale prawdopodobnie walcząc z moim własnym FOMO, po prostu odłożę na półkę.

W między czasie znalazło się miejsce na poleconą przez siostrę „Zrób to od razu”, która również zapowiada się ciekawie.

Niesamowicie, ile dało zrobienie pierwszego kroku i odłożenie książek, które mnie wstrzymywały, na półkę. W 2 tygodnie przeczytałem chyba jedne z najlepszych książek w życiu. Postęp poczyniłem również w podcastach, gdzie zamiast podczas biegania mordować się z jednym odcinkiem, bez większych zmartwień przewijam i daje szansę kolejnym. Z tyłu głowy słyszę ciche „Słuchaj! Nie wiesz ile tracisz”, ale koniec końców wydaje mi się, że na tym nowym podejściu dużo więcej zyskałem.

„Dzikie serce” – John Eldredge

Książką, którą chciałbym wam dzisiaj polecić to „Dzikie Serce” Johna Eldredge. Pierwsza książka w życiu, którą miałem ochotę wszystkim sprezentować. Chyba lepszego komplementu nie jestem w stanie wymyślić. Dużo moich obaw, związanych z tym, że została napisana przez osobę duchowną, zostało szybko rozwianych. O tym, dlaczego w kościele nie ma NIC co „pociągałoby” mężczyzn (jak pisze autor „Wyobraźcie sobie, że mężczyzna nie związany wcześniej z kościołem, wchodzi do niego. Co takiego faceta ma porwać? Z czym on się może zidentyfikować?” – problem w tym, że chyba z niczym…), o tym jak wychowujemy mężczyzn, którzy żyją wyzbyci tego co dla faceta najważniejsze – przygody, dzikości, szaleństwa i o tym, jak koniec końców nieświadomie przestajemy być „interesujący” dla naszych dziewczyn czy żon.

Kilka fragmentów, które zrobiły na mnie wrażenie:

O czytaniu pisma na wyrywki (wcześniej było o tym, jak autor kazał swojemu synowi oddać, jak następnym razem ktoś go uderzy i przechodzi do tematu interpretowania pisma):

„Tak, wiem, że Jezus kazał nam nadstawić drugi policzek. Ale tak naprawdę źle zrozumieliśmy ten werset. Jeśli wyrwiemy jakiś fragment z Pisma Świętego i będziemy się go trzymać, lekceważąc inne, dojdziemy do absurdalnych wniosków. Paweł powiedział: „Dobrze jest mężczyźnie nie łączyć się z kobietą” (KOR 7,1). A zatem – żaden mężczyzna nie powinien się żenić.
Jezus powiedział: „Jeśli chcesz być doskonały, idź, sprzedaj, co posiadasz i daj ubogim…” (MT 19,21). Dlaczego więc nadal cokolwiek posiadamy? Widzicie głupotę takich interpretacji?

O chłopcach zniewieściałych:

„W naszej kulturze została szeroko rozpowszechniona idea, że agresywna natura chłopców jest w sposób wrodzony zła i należy ich przerabiać w coś bardziej podobnego do dziewcząt. Pierwszym narzędziem tej operacji jest nasz system szkolnictwa publicznego. Przeciętny nauczyciel staje przed obliczem olbrzymiego wyzwania: w klasie złożonej z chłopców i dziewcząt za zaprowadzić porządek i przeprowadzić lekcję. Główną przeszkodą w osiągnięciu tego szlachetnego celu może być niemożność zmuszenia chłopców do tego, by siedzieli cicho i spokojnie, i uważali… przez cały dzień. Równie dobrze można by starać się powstrzymać przypływy i odpływy. Nie w taki sposób utrzymuje się chłopców w ryzach i nie w taki sposób się ich uczy. Zamiast zmieniać edukację mężczyzn, staramy się zmienić mężczyzn.”

Kastracja mężczyzn:

„Kastracja przydarza się również w małżeństwie. Kobietom często bardziej podoba się gwałtowna strona mężczyzny, ale kiedy już kogoś złapią, oswajają go i udomawiają. Jak na ironię, jeśli on się podda, będzie miał z tego powodu żal, a ona z kolei będzie zastanawiała się, gdzie podziała się jego namiętność

Chłopcy, a mężczyźni:

„Nasze społeczeństwo produkuje całe mnóstwo chłopców, lecz niewielu mężczyzn. Dzieje się tak z dwóch powodów. Nie wiemy, jak przeprowadzić inicjację chłopca, żeby stał się mężczyzną, i po drugie, nie jesteśmy pewni, czy tego naprawdę chcemy. Chcemy chłopców socjalizować, to na pewno, ale z dala od wszystkiego, co dzikie, gwałtowne i namiętne. Innymi słowy, z dala od męskości, a bliżej czegoś kobiecego.

Niech te powyższe fragmenty, które na mnie zrobiły duże wrażenie, będą zaproszeniem was do przeczytania tej pozycji. Tak naprawdę, większość książki zasługuje na przytoczenie w postaci fragmentów, a ja musiałem ograniczyć się tylko do czterech… 

Książka moim zdaniem dla każdego faceta. Pomaga przypomnieć sobie co było od zawsze w naszej naturze, dlaczego w dzisiejszych czasach nam to zabrano (może trochę na własne życzenie) i jak żyć, żeby być szczęśliwym i interesującym dla ludzi w okół. Autor nie omija tematów związanych z pornografią, masturbacją (która jest w pewnym sensie pójściem na łatwiznę, bo nie musimy kobiety zdobywać) i innymi tematami o których coraz częściej nie pogadasz z rodzicami, czy innymi osobami od których mógłbyś zaczerpnąć pewne wzorce. 


0 Komentarzy

Dodaj komentarz