Chodźcie, uratujmy ludzkość przed unicestwieniem! Jeżeli ktoś oczekuje długich wywodów na temat plastikowych rurek zabijających wieloryby, ropie wylewającej się do morza, smogu, z którym cały czas spotykam się w Krakowie – źle trafił. Nie będę prawił ekologicznych morałów, opowiadał jak ludzkość się stacza. Niestety nie znam się na tym na tyle, by jakieś swoje stanowisko tutaj przedstawiać, ale zamiast tego proponuję inną formę ratunku naszego świata. Ale od początku.

 Mieszkając z bratem w nowym mieszkaniu czuć było, że czegoś brakuje. Wszystko było jak być powinno, ale z tyłu głowy coś pojawiała się myśl, która mówiła o jakimś braku. Dużym braku. Na szczęście długo nie trzeba było czekać, by ktoś z nas nie zwrócił uwagi na brak gier planszowych w domu, czyli czegoś dla nas dosyć ważnego. Zawsze lubiliśmy grać, rywalizować, niekoniecznie w FIFĘ, a właśnie takie gry jak Catan, Carrcasone, czy Wsiadaj do pociągu towarzyszyły nam zawsze w długie, ciemne i nieprzyjemne jesienno-zimowe wieczory. Prócz tego, że dawały dużo frajdy moim zdaniem były super, ponieważ dzięki nim często wieczory spędzaliśmy bardzo rodzinnie, albo z przyjaciółmi w super atmosferze. I stąd pomysł by każdy z nas kupił jedną grę. I tak się zaczęło nasze ratowanie świata. 

 Będąc w Empiku i widząc pięćset milionów tryliardów gier dosyć ciężko się było zdecydować, dlatego postanowiłem wybrać coś, co na pierwszy rzut oka wydaje się w miarę okej. I tak trafiłem na Terraformację Marsa.

 Gra na początku wydaje się koszmarnie skomplikowana. Przebrnięcie instrukcji zajęło nam około półtorej godziny, ale muszę przyznać, nie było to bynajmniej nudne. W wielkim skrócie losujemy korporację i kupując różne przedsięwzięcia staramy się doprowadzić do jak największego rozrostu naszej firmy na Marsie. Tworzymy miasta, lasy, oceany, może walnąć nas kometa, jak ktoś chce może zacząć produkować mikroby – generalnie istnieje mnóstwo sposobów na zdobywanie punktów i wygraną. Wykonując te czynności powodujemy, że temperatura na marsie staje się przyjaźniejsza i wzrasta, jest więcej tlenu i oceanów. I jest to niezwykle ciekawa rozgrywka. Kupując projekty dostajemy jakieś konkretne bonusy, a kart z nimi jest tyle, że jestem pewien, że większości z nich nigdy nie użyję. Moja strata. Pewnie wszystkie karty ze zwierzętami dałyby mi więcej niż zwiększona produkcja roślinności. Chociaż może jednak pójść w produkcję energii i znacznie przyczynić się do wzrostu temperatury, za co dostaniemy fajne nagrody?

 Jak widzicie możliwości jest multum, zabawa jest przednia, tym bardziej jak już zrozumie się mniej więcej zasady, które po pierwszej grze, w której nie da się oczywiście nie popełnić błędów, stają się logiczne i proste. Bardzo mi się podoba to, że na każdym etapie rozgrywki, czy na początku kiedy mało zarabiamy i mamy małe pole do popisu, czy pod koniec rozgrywki, kiedy to szastamy milionami na lewo i prawo, gra wymaga od nas myślenia. Zastanawiania się co gdy, a jeżeli on zbuduje coś, czy ten ocean tam to nie da mu więcej bonusów niż mi, czy to miasto ma w ogóle sens. To wszystko powoduje, że całym sobą angażujemy się w świat, który sami po troszce tworzymy.

 I jeszcze jedna bardzo istotna rzecz – oprawa graficzna i wszystkie elementy gry są naprawdę super wykonane. Wykładanie swoich znaczników na mapie Marsa, układanie tam różnych obiektów jest super satysfakcjonujące, tym bardziej jak po czasie powoli zapełniamy puste przestrzenie czerwonej planety.

 W taki właśnie sposób ratuję mieszkańców Ziemii i zapewniam im dobrą przyszłość. Polecam wszystkim na zimne wieczory, ponieważ nie da się lepiej spędzić wieczoru niż przy gorącej herbacie, dobrej grze i jeszcze lepszym towarzystwie (tym bardziej, że w grę można podobno grać nawet samemu :O).

Poniżej link dla zainteresowanych:
Terraformacja Marsa – Ceneo
Terraformacja Marsa – Steam (wersja na PC)


0 Komentarzy

Dodaj komentarz