Nie wiem czy ktokolwiek na świecie jest takim dziwakiem, jeżeli chodzi o samochody jak ja. Dlaczego? Bo przy miłości do długich podróży samochodem i frajdy z testowania kolejnych marek i modeli, ja totalnie nie interesuję się motoryzacją. 

Wiem co to są konie mechaniczne i znam kilka innych podstawowych pojęć, ale jeżeli coś na trasie się zepsuje, jestem ostatnią osobą, która podniesie maskę i będzie wiedziała co robić dalej. W tej kwestii wolę spokój, stąd mój wybór samochodu w wynajmie długoterminowym (gdzie nie muszę się niczym martwić), zamiast kupna swoich czterech kółek. O moim doświadczeniu z wynajmem długoterminowym napiszę po zakończeniu pierwszego roku – w październiku 2020.

Moje „skrzywienie” do samochodów objawia się regularnie mniej więcej w momencie wyboru samochodu na kolejny rok i ewentualnego wypożyczenia samochodu na jakąś dłuższą wyprawę (w ramach wynajmu długoterminowego mam limit kilometrów, który wyprawy takie jak do Holandii – 4500 km – wyczerpałyby bardzo szybko).

Jedno z tych wydarzeń miało miejsce bardzo niedawno, chwilę przed planowanym wyjazdem weekendowym do Holandii. Historia jest klasyką gatunku, bo wszystko zaczęło się od klasycznego „trzeba znaleźć jak najtaniej samochód, którym będzie się komfortowo podróżować”. 

Pierwotny plan bardzo szybko wyewoluował do „przecież dokładając 2 stówki można jechać czymś znacznie fajniejszym”, a skończył się na „nigdy nie jeździłem hybrydą i to jest właśnie ten moment, żeby przeżyć swój pierwszy raz”.

Wstępnie zarezerwowany samochód, w jednej z wypożyczalni okazał się jednak niedostępny i po szybkim researchu na kilka dni przed wyjazdem udało mi się znaleźć upragnioną hybrydę, a dokładniej Toyotę Auris w wypożyczalni MiRent, która w pewnym sensie specjalizuje się w wynajmie samochodów ekologicznych.

Jak myślicie, jak zachowuje się normalny człowiek wynajmujący samochód przed wyjazdem? Najprawdopodobniej czeka do dnia wynajmu, następnie odbiera samochód i wyjeżdża (tak podejrzewam, bo nie jestem normalny).

A jak myślicie, jak zachowuję się ja, mając w perspektywie 12 godzinną podróż hybrydą, którą nigdy wcześniej nie jeździłem?

Dzień 1 – przeczytałem wszystkie informacje dostępne na stronie wypożyczalni oraz inne teksty i artykuły o hybrydach.

Dzień 2 – drugiego dnia, kiedy wydaje mi się, że o hybrydach wiem już wszystko, natrafiam na kilka długich filmów poświęconych właśnie Toyocie Auris z napędem hybrydowym na YT i tak mijają kolejne godziny.

Dzień 3 – podekscytowanie nie odpuszcza. Jak ostatni wariat (bo kto to robi!) pobieram INSTRUKCJĘ (!) do samochodu i wertując co ciekawsze fragmenty dowiaduję się wszystkiego, czego wcześniej nie udało mi się znaleźć w sieci.

Dzień 4 – pomyślelibyście pewnie „chłopie, już byś sobie odpuścił”, ja jednak postanawiam przescrollować fanpage wypożyczalni MiRent do postów sprzed kilku lat w poszukiwaniu zdjęć samochodu, który już następnego dnia będzie „mój” na najbliższych kilka dni”.

Dzień 5 – po odbiór samochodu stawiam sie na 2 godziny przed czasem, co oczywiście kończy się godzinnym spacerem w oczekiwaniu na samochód.

W końcu go mam. 

W zasadzie chciałbym, żebyście się do mnie w tym miejscu nie zrażali. Jestem trochę walnięty, ale nie będę już pisał o swoich dziwactwach. Chciałbym za to podzielić się z Wami kilkoma przemyśleniami po czterech dniach z Toyotą Auris Hybrid.

Nie byle jakich dniach, bo była to ponad 4000 kilometrowa podróż do Holandii i z powrotem. Jazda w noc i dzień, w deszczu i słońcu, po polnych drogach jak i autostradzie. 

Myślę, że to co napiszę poniżej może być o tyle ciekawe, że wielu z tych informacji nie znalazłem nigdzie w sieci. Będzie też kilka zaskoczeń i przemyśleń około motoryzacyjnych.

Co mówili

Mówili, że jazda hybrydą choć bardzo tania w mieście, to na trasie wcale nie musi być bardziej oszczędna od jazdy zwykłym benzyniakiem.

W zasadzie na tym skupiłem się najbardziej, bo pierwotnie wpadłem na pomysł hybrydy właśnie z myślą, że na kilku tysiącach kilometrów oszczędzę fortunę na paliwie. Po tych głosach się zmartwiłem, ale postanowiłem to sprawdzić.

Praktyczność

Zanim o spalaniu czy o innych kwestiach mowa, muszę przyznać, że z uwagi najprawdopodobniej na baterię pod bagażnikiem, jest on bardzo mały! Zmieściliśmy do niego ledwo walizkę i dwie składane hulajnogi.

Sama jednak jazda, miejsce na nogi, fotel kierowcy jak i pasażera (doskonały do spania po rozłożeniu) to fantastyczne przeżycie. Niby bez luksusów, ale przy dobrej jakości głośnikach i wsparciu takimi systemami jak asystent pasa, sczytywanie znaków czy AUTOMATYCZNE PARKOWANIE (co było niezłym przeżyciem) podróżowanie tym samochodem jest naprawdę przyjemne.

Dodam, że przy 140-150 km/h samochód jest względnie cichy (napewno cichszy od takich samochodów jak Seat Leon FR).

Dziadowanie za kółkiem

Tak. Wsiadając za kierownice momentalnie siwiejesz (nie ze stresu), rosną Ci wąsy i zaczynasz jeździć jak stary dziad (nic do nich nie mam). Pokusa jednak wykręcenia jak najmniejszego spalania w mieście, sprawia, że podświadomie zaczynasz jeździć jak p***a. 

Ze świateł ruszasz powoli, przyśpieszasz z wyczuciem i hamujesz silnikiem, bo jakże by inaczej! 

Zaczynam rozumieć właścicieli samochodów hybrydowych i postaram się nie wkurzać się na Was jak spotkam Was na ulicy w Krakowie. Teraz rozumiem co to za uczucie zamiast ścigać się od świateł do świateł, mieć oczy wlepione we wskaźnik „eko” i z wyczuciem dodawać odpowiednią ilość gazu, żeby ikonka pracy na silniku elektrycznym nie zniknęła zbyt szybko! 😀

Automatyczna skrzynia biegów

Punkt nie dotyczący tylko hybryd, ale poruszający kwestię, która po ostatniej podróży zmieniła moje myślenie o 180 stopni. Teraz rozumiem wszystkich mówiących „przejedź się automatem i nie będziesz już chciał jeździć z manualną skrzynią biegów”. Niestety to prawda.

Po powrocie do Krakowa i przesiąściu się do swojej bryki nie mogłem się odnaleźć. Jakaż to prostota i przyjemność używać tylko dwóch pedałów! O ile mniej nerwów w korkach! I o ile prościej ruszać, pokonywać skrzyżowania, ronda czy wyprzedzać kiedy to potrzebne…

Chyba już wiem, czego będę szukał w październiku…

Spalanie

Dla wielu właśnie ten punkt może być najistotniejszy. Choć nie było mi dane udokumentować na zdjęciu konkretnych wyników spalania, to póki pamięć świeża – zapisuję:

6,7 l / 100km – autostrada na tempomacie ustawionym na 145 km/h

5,2 l / 100km – autostrada bez tempomatu jadąc ok. 130-140 km/h

4,5 l / 100km – w trasie na terenie Holandii, gdzie na większości autostrad obowiązywało ograniczenie do 100 km/h, a poza terenem zabudowanym 80 km/h

4,2 l / 100km – w mieście (sprawdzone w Amsterdamie i Krakowie – oczywiście „dziadując”)

2,4 l / 100km – najlepszy wynik wykręcony na odcinku 16 km na drodze wzdłuż zachodniego wybrzeża Holandii wiodącej przez małe miejscowości (prędkość ok. 30 km/h, więc głównie silnik elektryczny)

Dla mnie było to spore zaskoczenie na plus, po tych wszystkich ostrzeżeniach, że w trasie „lubi spalić”.

Idealna na Holandię

To jest jedno z moich najważniejszych wniosków. Hybryda jest stworzona na holenderskie drogi, gdzie ograniczenia na autostradach to w większości 100 km/h, a poza nimi jeździ się powoli i ostrożnie. 

Taki styl jazdy pozwala na bardzo oszczędną jazdę i w 100% wykorzystanie potencjału jaki daje silnik elektryczny w tym samochodzie. Nie jest on również nużący i nudny. Przyjemność z jazdy Toyotą Auris w wersji hybrydowej po holenderskich drogach można porównać do przyjemności z jazdy Mustangiem po niemieckiej autostradzie. Naprawdę! Może przeżycia lekko odmienne, ale to i to ma swoje uroki!

Swoją drogą cały czas przeżywam, jak bardzo ograniczenia prędkości wpływają na kulturę jazdy w tym kraju. Fakt, że mandaty są ogromne a fotoradary są na każdym kroku, sprawia, że Holendrzy za kółkiem jadą maksymalną prędkością, której nie towarzyszy napinanie się i denerwowanie za kółkiem. Podróżując przez ten kraj ma się poczucie bezpieczeństwa i spokoju.

Niesamowitym doświadczeniem było przekroczenie granicy Holendersko – Niemieckiej w drodze powrotnej i zetknięcie się z tym, jak ludzie reagują na brak ograniczenia prędkości. Nagle, z sielankowej atmosfery, poczułem się, jakbym obudził się na torze wyścigowym biorąc udział w jakimś wyścigu po wielkie nic…

Podsumowując

Hybryda na wyjazd zarówno w długą trasę jak i jakąś krótszą podróż jest najlepszym wyborem jeżeli planujesz „wyhamować” i odpocząć od codziennego gonienia za przeróżnymi sprawami. Spokojna, powolna jazda, połączona z poczuciem bycia „eko” i bycia prekursorem pewnej zmiany w motoryzacji (tak, wiem, nie jest to już takie wow w momencie gdy można jeździć w pełni elektrykiem) wprawia człowieka w naprawdę dobry nastrój!

Chciałbym polecić wypożyczalnie MiRent, bo jako jedyna wypożyczalnia, którą znalazłem pozwala na wypożyczenie konkretnego samochodu, a nie zaznacza przy wynajmie, że możecie otrzymać jakiś inny z tej samej klasy. Dodatkowo koszt wyjazdu zagranicę oraz zniesienie udziału w szkodzie jest jednym z niższych na rynku.

PS. Nie, nikt mi nie zapłacił za tych kilka miłych słów pod adresem wypożyczalni! 🙂
PS2. Zdjęcie: www.wyborkierowcow.pl