Targany emocjami jak sosnowe lasy w sztormową pogodę, postanowiłem wyrzucić to z siebie i podzielić się z wami, pewnym przemyśleniem. Podzielić i w zasadzie zostawić, bo refleksję pozostawiam już każdemu z osobna…

Wszystko zaczęło się niewinnie. Wsiadam do samochodu, odpalam podcasty i z niezmienną od kilku lat niepewnością, odpalam kolejną audycję. Padło akurat na Herra On Air, prowadzony przez Wojtka Herrę. Jego podcasty cechują się tym, że są tak długie… że aż się odechciewa ich włączać. Problem jest jednak taki, że często są ciekawe, więc chcąc nie chcąc, chęć dowiedzenia się czego ciekawego wygrywa. Włączam podcast. 

Zaczyna się nieźle. Kilka słów o tym, że kiedyś ubezpieczyciel w uproszczeniu kategoryzował nas głownie ze względu na wiek, płeć czy miejsce zamieszkania. Dzisiaj? Można powiedzieć, że ile ludzi tyle „kategorii”, bo ubezpieczalnie wiedzą o nas coraz więcej. Na tyle dużo, że ze sporym prawdopodobieństwem potrafią przewidzieć jak zachowamy się w przyszłości i od tego uzależnić ryzyko ubezpieczenia nas. 

No dobra, ale w sumie to żadne odkrycie. Ot ciekawostka. Równie ciekawa może być ta, że jak pies wybiega się na plaży, naje piasku i glonów to jego kupa ma zielony kolor i widać w niej piasek. 

Ciekawie zaczyna się robić dopiero po kilku minutach. Na tapetę rozmówcy biorą samochody i ich systemy bezpieczeństwa. Co w sytuacji, gdy w momencie kryzysowym to samochód podejmuje za nas decyzje? Wyobraźmy sobie sytuację, w której wjeżdżamy na pasy, na które wbiega matka za swoim dzieckiem, a z naprzeciwka nadjeżdża ciężarówka. Jak powinien samochód zachować się w tej sytuacji? Czyje życie jest najważniejsze? Matki? Dziecka? A może kierowcy?

W Stanach Zjednoczonych problem waloryzacji życia poruszany już jest od dłuższego czasu. Jest to delikatny temat, bo jak tu zdecydować, czy ważniejsze jest życie czarnoskórego mężczyzny, bez studiów w wieku 40 lat, czy może młodej kobiety, po studiach?

Ciekawi jesteście co na to koncerny samochodowe? Otóż tutaj robi się jeszcze ciekawiej. Volvo zapowiedziało, że dla nich liczy się każde życie i system ma działać kierując się zasadą „żadnych ofiar”. A może nawet żadnych wypadków… Co innego jednak zapowiedział Mercedes. Ta firma jasno daje do zrozumienia, że dla nich najważniejszy jest kierowca. 

No właśnie… Na jaki samochód zdecydowałaby się zdecydowana większość kupujących? Najprawdopodobniej, na ten, który w pierwszej kolejności zapewni bezpieczeństwo właśnie kierowcy. Jak możecie się domyślać, po tej zapowiedzi, sprzedaż tej marki napewno nie spadnie. A niesie do za sobą jeszcze jedną moim zdaniem konsekwencję. Wszystkie firmy z tzw. Średniej półki, które prędzej czy później także będą miały te wszystkie systemy, jak myślicie na którą „opcję” się zdecydują? Dla mnie jest jasne, że wybiorą tą lepszą pod kątem sprzedażowym…

Ciekawe jak to się wszystko zakończy. Jakie skutki za sobą będzie niosło. Być może zamiast myśleć o tym jako o czymś „strasznym”, jest to szansa na nauczenie ludzi bezpieczniejszego korzystania z drogi, bo z tyłu głowy człowiek będzie miał w głowie, że ten samochód „myśli” o bezpieczeństwie przede wszystkim kierowcy, a nie jego?


0 Komentarzy

Dodaj komentarz