Od kiedy zacząłem studiować w Krakowie zostałem zmuszony do podróżowania komunikacją miejską. Teraz powoli staram się przerzucić na rower, ale jak wiadomo, nie zawsze się da. Przez te wiele godzin spędzonych w pociągu, autobusie, tramwajach, zauważyłem, jak dużo jest ciekawych zjawisk, które tam występują, z których większości nie rozumiem. Postaram się przedstawić dzisiaj najczęściej przeze mnie spotykane i bawiące mnie, które często zmuszają mnie do rozmyślania nad tym, w jakim kierunku zmierza świat.

Zacznijmy od tytułowego strażnika Teksasu. Jest to połączenie Chucka Norrisa, Arnolda Schwarzeneggera i Shreka. Dlaczego? Choćby autobus był pusty jak moja głowa na większości egzaminów, albo przepełniony ludźmi jak cała Polska ostatnio komarami, on będzie trwał na warcie, i za nic w świecie się nie złamie. Stojąc tuż przy drzwiach będzie decydował kto jest godzien opuścić ten środek transportu, czy będzie się starał sprzeciwić temu niczym Gandalf w kopalni Morii. Ja trochę tego nie rozumiem, dlaczego zawsze wychodząc, muszę szturchnąć, poprosić kogoś, żeby odsunął się od drzwi i dał mi wyjść, co zazwyczaj kończy się jakimś odburknięciem i odsłonięciem szlaku na zewnątrz. Czasem zdarza się dżentelmen, który podjeżdżając na przystanek wychodzi, czeka aż wszyscy wyjdą i wraca na swoje stanowisko. Żebyśmy wszyscy byli bezpieczni. Nawet jak nikt nie wychodzi. Co ciekawe muszę przyznać, że ta metoda ochrony pasażerów ewidentnie działa, ponieważ w komunikacji miejskiej jeszcze mi się nic złego nie przytrafiło. Nic tylko dziękować!

Czas na kolejne ciekawe zachowanie, które sam muszę przyznać praktykuje. Z racji tego, że duża część przystanków jest na żądanie, należy odpowiednio wcześniej nacisnąć przycisk stop, żeby autobus się zatrzymał. I tu się zaczyna ciekawa zabawa. Nie spotkałem jeszcze osoby która spokojnie czekała po naciśnięciu czekała na następny postój. Trzeba to zrobić pare razy, a najlepiej jak ktoś inny zrobi to samo przy innych drzwiach. Ja mam technikę 10 kliknięć, póki co działa za każdym razem, chociaż w momencie kiedy nie działa wyświetlacz pokazujący następny przystanek, staram się podwoić tę ilość. Jeszcze ani razu kierowca mnie nie zlekceważył, dlatego polecam tą metodę każdemu pasażerowi. Muszę też zauważyć, że bynajmniej nie jestem nawet blisko przeciętnej liczby powtórzeń. Moim rekordzistą jest pan w podeszłym wieku, który razem ze mną zaznaczył chęć opuszczenia pojazdu prawie 50 razy. Oczywiście mniej więcej, nie liczyłem bardzo dokładnie, bo byłem skupiony na swojej misji – swoich 10 przyciśnięciach.

Ostatni patent na bezpieczne poruszanie się po Krakowie nie jest mojego autorstwa i chyba nie zacznę jego stosować, chociaż bardzo mnie intryguje. Nieraz stojąc na przystanku tramwajowym zauważyłem parę wysuniętych kciuków w górę, które czekają na nadciągający pojazd. Nadal czekam aż zobaczę jakiś kolory tramwaj który zbierze wszystkich tych autostopowiczów i zabierze na drugi koniec Polski, czy gdzie tam mają zamiar dojechać, ale takiego jeszcze nie miałem okazji zobaczyć. Szkoda, bo bardzo bym chciał. Niestety na razie ci wszyscy ludzie są zmuszeni wsiadać do zwykłego środka transportu, który za każdym razem przebywa tą samą trasę, zatrzymując się na każdym, nawet pustym przystanku.



Dodaj komentarz