Gry, gry, gry…

  Lubię grać w gry. Planszowe, karciane, komputerowe, wszystkie, gdzie jest rywalizacja z kimś innym. Nie muszę wygrywać, po prostu uwielbiam to, jak wszyscy zazwyczaj wczuwają się w grę i emocjonują każdym zagraniem. Szczególnie rodzinne rozgrywki często kończą się napięciami, sporami, ale to właśnie o to chodzi. Takie odcięcie od świata, problemów, bo w trakcie gry nie przejmujesz się tym, że masz jutro egzamin prawa jazdy, czy rozprawę sądową, tylko całym sobą przeżywasz to, że twój rywal zarezerwował potrzebną ci kartę w splendor, zablokował twoją drogę w osadnikach z Catan, czy strzelił gola w 120 minucie w Fifę, kiedy to już prawie doprowadziłeś do karnych.

  Dziś skupię się jednak na graniu na komputerze. Zaczęło się u mnie jak pisałem już w artykule o prawdziwym mężczyźnie, jak to na początku uwielbiałem obserwować jak gra ktoś inny, trochę przez to, że nie miałem własnego komputera. Wszystko zmieniło się, kiedy zebrałem pracując na nartach na swój pierwszy laptop i zauważyłem, że teraz sam mogę decydować w co gram, kiedy chcę i ile chcę, co niestety doprowadziło do tego, że przez długi czas byłem uzależniony od takiego rodzaju rozrywki. Zarywałem noce, denerwowałem się, przeżywałem to wszystko bardzo i odbijało się to na moim humorze, co frustrowało bardzo osoby, które musiały ze mną żyć, za co bardzo je przepraszam.

Wyjście z kryzysu

  Na moje szczęście udało mi się to ogarnąć i dziś jestem w stanie, w którym traktuję granie jako przyjemność, a nie priorytet. Przyjemność, która wbrew pozorom w pewnych aspektach działa na mnie pozytywnie. Przede wszystkim nauczyłem się być cierpliwym. Dzięki czemu? Spędzając wiele godzin z towarzyszami Rosjanami na serwerze nauczyłem się, że aby przekazać najprostszą komendę, informację, trzeba naprawdę dużo się napracować, przy okazji łącząc polski, angielski i parę znajomych mi słówek po rosyjsku, którymi chwalić tu się na pewno nie będę. W każdym razie działa i nawet z najbardziej upartym i nie umiejącym mówić w innym języku niż rosyjskim Saszą da się dogadać, co jest czasem rozbrajająco śmieszne.

Co mi daje granie?

  Jak już jesteśmy przy językach, to mój angielski właśnie w CS:GO zyskał najwięcej. Od stworzenia swojego własnego a’la brytyjskiego akcentu, który powstał z czystej zabawy i głupoty, po umiejętność szybkiego stworzenia całkiem skomplikowanego zdania. Nie są pewnie one poprawne gramatycznie, ani wymowy też myślę nie mam idealnej, ale  na przeciętnym serwerze można zabłysnąć, co jest całkiem satysfakcjonujące.

  Granie pomaga mi też bardzo w sytuacji, kiedy się czymś stresuje, jestem czymś zmęczony i potrzebuję od tego odpocząć, a nie jestem w stanie przestać o tym myśleć. Wtedy rywalizacja przez internet pomaga wyrzucić je  z głowy chwilę ochłonąć i po skończonej rozgrywce z powrotem wrócić do tego tematu, ale już rozprężonym patrząc na problem inaczej, na spokojnie szukając rozwiązań.

No i tak na zakończenie

  Oczywiście mówię tu o racjonalnym graniu, nie takim w którym zastępujemy nim przygotowania do egzaminu, czy pracy. Bardziej chodzi mi o przerywanie tych czynności na krótkie sesje rozgrywki, które pomogą nam odpocząć od tematu, z którym się zmagamy, i pozwolą na powrót ze świeżą głową do na przykład nauki.

  Jeżeli ktoś ma skłonności do uzależnień, to absolutnie nie polecam, ale jeżeli ktoś potrzebuje posłuchać sobie wschodnich sąsiadów starających się w swoim języku wytłumaczyć coś międzynarodowej mieszance, a przy tym zrelaksować się i na chwilę zapomnieć o problemach, to uważam że nie ma lepszego pomysłu niż rywalizacja przez internet, lub emocjonująca partia w Splendor.

  Jeszcze na koniec pamiętajcie, żeby grając w planszówki uważać, na to, żeby ktoś nieco nie naginał zasad, prawda Jasiek?

 

Kategorie: Rozrywka

0 Komentarzy

Dodaj komentarz