Nie często się zdarza tak wesoły tydzień. A to za sprawą dwóch wydarzeń o których przeczytacie poniżej.

Wszystko zaczęło się od środy. Po trzech latach przerwy od standupów oglądanych na żywo, wreszcie postanowiłem się na jakiś wybrać. Mój wybór przerósł jednak nawet moje najśmielsze oczekiwania, bo udało mi się zdobyć bilety na „Bang 2”. Jeżeli komuś tak jak mi, standup kojarzy(ł) się z małą piwnicą i spoconą przez duszną salę widownią, to tym bardziej „Bang 2” zrobi na nim wrażenie.

Dlaczego?

Wyobraźcie sobie salę na 12 000 widzów. Bez przykładu może nie być łatwo, więc spieszę z pomocą. Wyobraźcie sobie Tauron Arene, Atlas Arenę czy inną halę, którą możecie znać z meczów polskiej reprezentacji w siatkówkę. Teraz łatwiej, co?

A teraz wyobraźcie sobie, że jest wypełniona po brzegi ludźmi, którzy nie przyszli kibicować naszym siatkarzom, szczypiornistom czy koszykarzom. Oni wszyscy przyszli się śmiać. A raczej płakać, trzymać się za brzuch i przy okazji starać się śmiać.

Dokładnie tak czułem się podczas występów najlepszych moim zdaniem standuperów w Polsce (zabrakło tylko Abelarda Gizy, żeby byli wszyscy najlepsi moim zdaniem). Po takim sobie supporcie, przyszła kolej na Paczesia.

Jak go lubię, tak fragment jego wystąpienia dotyczący tego ile kasy zarabia i jakie samochody kupuje… jednym zdaniem: nie kupił mnie. Cała reszta za to na mocne 8,5/10.

Po Paczesiu przyszła kolej na Rucińskiego, którego humor całkiem nieźle trafia w moje gusta. Niestety tym razem, mam wrażenie, że czegoś zabrakło. Może trochę luzu, może trochę mniej niesmacznych żartów… Sam nie wiem. Kibicem sukcesu jednak nie jestem, więc nie mogę doczekać się kolejnych jego materiałów.

Jednak to co wydarzyło się na końcu, to była jakaś masakra. Tak jak przy pierwszych występujących śmiałem się, tak w przypadku „Lotka” pierwszy raz w życiu zastanawiałem się czy nie powinienem wyjść z sali, bo tak mnie bolała twarz i brzuch ze śmiechu.

Chłopaki. Dziękuję Wam bardzo za tą ogromną ilość żartów i wiem, że nie wolno już więcej popełniać błędu, rezygnując z chodzenia na dobre standupy. Kawał dobrej roboty!

Mecz

Na drugie wydarzenie, które miało miejsce w ubiegłym tygodniu szedłem już z dużo bardziej stonowanymi nastrojami. Jak możecie się domyślać, w grę wchodził futbol. A konkretnie mecz Wisły Kraków (od której w ubiegłym roku z powodu frustracji ich grą musiałem sobie zrobić detoks, o którym z resztą pisałem na blogu).

Jakież jednak było moje zaskoczenie połączone z radością po przekonującym zwycięstwie nad gośćmi z Białegostoku (3:0). Nie zwycięstwo jednak w tej historii jest kluczowe.

Wyjątkowo postanowiłem wybrać się na trybunę dla normalnych kibiców. Z planem obejrzenia meczu, a nie darcia mordy. Z planem pogadania z kumplem, a nie strachem, że zaraz mnie ktoś opie***i, że gadam zamiast kibicować.

I wiecie co? To fantastyczne przeżycie. Usiąść, obejrzeć, od czasu do czasu pokrzyczeć. Widzieć całe boisko, obserwować konkretnych zawodników czy dostrzec niuanse niewidoczne dla zaaferowanego dopingiem kibica, którym do niedawna byłem.

Przez ten cały czas jedna rzecz nie dawała mi spokoju. Czy to nie wygląda trochę dziwnie, jak jedna osoba „dryguje” całą trybuną? Aż dziwnie się czuję, że byłem tego częścią. Co jest fajnego w robieniu tego co karze gniazdowy? Mówi: krzyczcie „jazda z k*****i!. Ty krzyczysz. Mówi: J***ć sędziego. Ty krzyczysz. Gdzie w tym sens? Dlaczego tak dużo ludzi stara się nie widzieć tego, że wyglądają jak grupa bezmyślnych osób obrażających na prawo i lewo?

Zaznaczmy, że sam byłem (jestem) jednym z nich, bo mimo moich głębokich refleksji, czasem dopada mnie chęć wybrania się na mecz i po prostu darcia bez myślenia mordy. Ale czy warto? Czy wszyscy idą tam z takim zamiarem, czy jednak wszystko co krzyczą traktują poważnie?

Zrobiło się na koniec nieco filozoficznie, ale to co zostaje w mojej głowie, to pytanie. Czemu nie może być u nas jak w Anglii? Cały stadion śpiewa. To nic, że każdy sobie. Tumult na stadionie sprawia, że atmosfera jest fantastyczna i nie potrzeba do tego człowieka, który stoi na podwyższeniu i krzyczy „A teraz siadamy!”, „A teraz wstajemy”, „Pozdrowienia do więzienia” itd…