Życie

Niezwykły dzień + plany ’20

Dziesiąta rano. Jak na złość po kilku zimowych, choć słonecznych dniach, leje. Jest jednak coś, co nie pozwala mi dłużej leżeć w łóżku. Nie jest to praca. Nie jest to głód ani potrzeba do toalety.

Wstaję. Jem szybko owsiankę i pełen podekscytowania wychodzę z mieszkania prawie zapominając o psie. 10 minut później jesteśmy już w samochodzie i obieramy za cel pierwszy, mało ważny dla całej historii przystanek. Ikea. 

Pusta o tej porze Ikea to niezwykłe doświadczenie. Ale to pomysł na inny tekst. W strugach deszczu biegnę z zakupami do samochodu. Obieram kurs na Ojców. Opatrzność chyba nade mną czuwa, bo kończę manewr wyprzedzania w ostatniej chwili przed zauważeniem przez policję. Uf. 

Chwilę później spotyka mnie kolejna niespodzianka, bo przestaje padać. Czego chcieć więcej? Nie wyobrażacie sobie nawet jak byłem podekscytowany tym dniem. 

Dużo nasłuchałem się opowieści rodziców o tym jak dużo dają im wspólne wypady w góry na jeden dzień, kiedy można po prostu iść przed siebie w ciszy lub rozmawiając i wszystko sobie poukładać w głowie z dala od zgiełku i ludzi.

9 stycznia 2020 to dzień, kiedy postanowiłem sam wypróbować samotne jednodniowe wypady. Jak pewnie część z was się już mogła zorientować, traf padł na Ojców i Ojcowski Park Narodowy.

Nie miałem planu. Obranego szlaku. Powiem więcej. Nie miałem nawet butów górskich. Miałem za to wałówkę, psa i głowę pełną myśli(a jak się okazało później jednak pustą…). 

Zostawiłem samochód na parkingu pod Zamkiem i ruszyłem. Bez słuchawek, z wyciszonym telefonem i uśmiechem na twarzy.

Naprawdę dziwne jest to uczucie, po tylu latach, wybrać się na szlak. Zatrzymać się przy tablicy informacyjnej. Zerknąć gdzie jestem. Zastanowić się co dalej. Rozejrzeć się, docenić mgłę unoszącą się nad szlakiem i wsłuchać się w swoją wyobraźnię, która zaczęła pracować na wysokich obrotach słysząc dookoła tysiące dźwięków, szelestów, spadających kropel. Niezwykłe doświadczenie!

Co mnie jednak zdziwiło to fakt, że nie mogę skupić myśli. Gorączkowo spróbowałem myśleć o czym ważnym mógłbym pomyśleć, a jedyne co mi przychodziło do głowy, to „stary, jesteś facetem. Nie myśl o niczym!”. 

I tego się trzymałem przez większość mojej wycieczki, podczas której miałem okazję dotrzeć czarnym szlakiem do Groty Łokietka, później zejść niebieskim do Bramy Krakowskiej, żeby na końcu ruszyć fragmentem szlaku czerwonego w kierunku Prądnika Korzkiewskiego. 

Tak wiem, wygląda to chaotycznie, ale uwierzcie, że tak samo wyglądało to w mojej głowie. Koniec końców za dużo rzeczy nie przemyślałem. Zawalczyłem za to ze swoimi słabościami, zaufałem Arthasowi, że spuszczony ze smyczy nie ucieknie i uświadomiłem sobie, że dobrze jest czasem wyjąć słuchawki z uszu na spacerze!

Ciekawy jestem jak potoczą się kolejne wyprawy, a szykuje się ich jeszcze 11. Dlaczego? Bo właśnie one są częścią moich planów na 2020 rok. Myślę, że to dobry moment, żeby się nimi z wami podzielić!

Moje plany na 2020 rok:

  • 25 książek (staram się zrobić, to czego nie udało się zrobić w zeszłym roku)
  • Wesprę 5 projektów (np. na Patronite, PolakPotrafi lub innych platformach)
  • 12 samotnych wypraw z psem i własnymi myślami (o pierwszej wyprawie właśnie mieliście okazję przeczytać!)
  • 185 jednostek treningowych (siłownia, bieganie, squash, piłka nożna, trening w domu, basen, rower…)

Wszystkie plany (także Franka) znajdziecie pod adresem.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ