Trzy na cztery ostatnie teksty na blogu, to opływające frustracją kawałki o tym jak bardzo nas denerwują ludzie. Ta ilość wynika pewnie z tego, że znacznie łatwiej jest pisać o rzeczach, które nas wkurzają, niż o wszystkim miłym co nas spotyka. W końcu o ile łatwiej jest w sobie wzbudzić te negatywne emocje od tych pozytywnych…

Dlatego właśnie dzisiaj postanowiłem, że podzielę się z naszymi czytelnikami, tym, co dobrego spotkało mnie w ostatnim czasie. Ot tak, po prostu. Swoją drogą, jestem bardzo ciekawy, czy teksty w których wylewa się swoją frustrację czyta się także znacznie lepiej od tych, gdzie dzielimy się tym jakie to życie jest piękne… no nic, pozostaje to sprawdzić w praktyce!

Aaron Cel, czyli polski kosz

Po ostatnim mundialu na którym z bardzo dobrej strony pokazali się nasi koszykarze, w mojej głowie powinno zostać nazwisko Ponitka, ewentualnie Hrycaniuk czy Slaughter. Prócz nazwisk pewnie jeszcze powinienem zapamiętać tak emocjonujące końcówki meczów z Chinami czy Rosją, lub niesamowicie budujące zespół wypowiedzi trenera polskiej kadry w szatni. Stało się jednak zupełnie innego. W mojej głowie pozostało nazwisko Cel, a akcja, którą zapamiętam na długo, to wsad właśnie Aarona Cela. To jednak wciąż mało. To co sprawiło, że zapadł mi na długo w pamięci, to jego wypowiedź po meczu z Rosją.

Wybaczcie, ale mógł powiedzieć wszystko. Jaki jest zajebisty, jak ciężko na to pracował, że mu się to należało, że nie zwalniamy tempa, że pokazał się z dobrej strony, że będziemy długo opijać ten sukces. Stało się jednak coś zgoła odmiennego. Łzy płynące podczas wywiadu, ogromna wdzięczność za to, że chłopak z zapomnianej polskiej ligi, może reprezentować Polskę na tak ważnym wydarzeniu…aż w końcu to co najbardziej mnie uderzyło: „chciałbym pozdrowić moją żonę, strasznie za tobą tęsknię”. Pozwolicie, że na tym zakończę ten wątek.

Arthas dorasta

I jest cudowny. Wszystkie moje obawy, że będzie sikał w domu, zjadał papierosy, nie lubił ludzi, nie będę mógł go zostawiać samego w mieszkaniu poza klatką, będzie uciekał przy każdej okazji i nie będzie się słuchał, były tylko wymyślonymi przeze mnie obawami!

Młody jest niesamowity. Grzeczny. Nie szczeka. Petki czasem zdarza mu się zjeść, ale nie ucieka, lubi ludzi co pokazał obóz dla 90 licealistów, w którym mój pies także wziął udział (:D). W domu prawie w ogóle nie sika, nie gryzie mebli. No po prostu żyć nie umierać.

Przeprowadziłem się

Kolejny powód do radości. Jeszcze bliżej centrum, choć myślałem, że to już nie możliwe. 9 piętro, widok na Kościół Mariacki i Wawel. Ale widoki to nie wszystko. Nareszcie jest to czego nie było nigdy wcześniej – sąsiedzi.

Pewnie to zasługa psa, bo przy okazji spacerów nie da się uniknąć sytuacji, w których można pogadać. A jeżeli psy bawią się ze sobą dłuższy czas to chyba nikt nie wytrzyma takiego czasu w ciszy, więc mimo woli trzeba zagadać. Najpierw „co tam, co tam”, później „a skąd właściwie jesteś”, aż się człowiek nie orientuje kiedy gadasz o ostatnich wakacjach, pracy czy samochodach. Sąsiedzi to dobra sprawa. Nie tylko czujesz, że nie jesteś sam, nie tylko możesz razem ponarzekać na ludzi wożących materiały budowlane w windzie i zajmujący ją na dobrych kilkanaście minut, ale możesz też liczyć na wsparcie. Ot na przykład w sytuacji kiedy piesek zsika ci się na kanapę… naprawdę nie wiedziałem, że są takie cudowne preparaty, które sprawiają, że jest jak nowa!

Fajnie jest mieć sąsiadów (Arthas chyba też nie narzeka)!

Lubić to co się robi

Kiedyś nie potrafiłem tego docenić, ale dzisiaj już wiem, że jestem szczęściarzem. Móc robić tyle fantastycznych rzeczy i być zaangażowany w ich TWORZENIE, a nie kontynuowanie czyjegoś pomysłu. Dla wielu radością jest mieć dobrze płatną pracę w korporacji (i ja to rozumiem), dla mnie jednak to co jest fantastyczne to fakt, że mogę być częścią tak fantastycznych projektów jak Magazyn KREDA i niejako zmieniać podejście do edukacji, pracować nad portalem edukacyjnym, działać kreatywnie w social media, pracować z 25 fantastycznych licealistów jako ich tutor, a to dopiero początek.

Wiem, że pewnie nie każdy rozumie co jest fajnego w byciu w poniedziałek w Warszawie, w środę w Bielsku-Białej, a w piątek w Krakowie, ale dla mnie właśnie to jest DZIAŁANIEM. Czujesz, że żyjesz, bo czujesz, że robisz ciekawe rzeczy.

Mojego pozytywnego nastawienia dzisiaj nie jest w stanie zepsuć nawet fakt, że Arthas zjada właśnie mojego buta, a tekst usunął mi się już dwa razy i w zasadzie piszę już trzeci artykuł jednego dnia! Szacuneczek dla tego pana 😀

Z ostatniego tygodnia polecam (pół żartem opół serio):
https://www.youtube.com/watch?v=xwFDD_yAcnM
– schronisko na Rysiance
– Smycz i obroże „Modna Koza” dla Whippetów


0 Komentarzy

Dodaj komentarz