O tym, że świat się zmienia, życie staje się coraz szybsze, ludzie coraz bardziej zajęci, a dzieci w coraz młodszym wieku przeganiają swoich rodziców w korzystaniu z dobrodziejstw technologii wie chyba każdy. Ja jednak dopiero niedawno uświadomiłem sobie, jak zmieniło się moje życie przez korzystanie z pewnych trzech aplikacji…

Jasne, teraz jest łatwiej. Ale czy brak kombinowania co tu zrobić, żeby muzyki posłuchać, jak się dostać w środku nocy na drugi koniec miasta czy który film wybrać, bo mam tylko 20 zł w portfelu nie będzie miał w dłuższym terminie konsekwencji w postaci nawet spadku kreatywności? Nie wiem. Zrobiło się trochę poważnie, więc teraz będzie luźniej…

Pierwszy KIEDYŚ – Spotify

KIEDYŚ to było. Spodobała się jakaś piosenka, ale nie było jak nawet wyszukać jej tytułu (teraz są aplikacje, które po kilku sekundach sprawdzą jakiej piosenki słuchamy np. W centrum handlowym), jak już się udało, to trzeba było albo kupić cały album, co nie było najtańsze, albo… zagłębić się w odmęty internetu i stamtąd skołować nielegalnie upragnioną piosenkę. Szukanie, pobieranie, przegrywanie na mp3, albo wypalanie na płycie, żeby posłuchać na discmanie (tak, wcześniej jeszcze walkmanie). Uhhh. Ciekawe czy ktoś tak dzisiaj robi. 

DZISIAJ? Wsiadasz do busa, masz 15 minut wolnego, odpalasz Spotify i nagle jesteś wielkim krytykiem muzycznym. Ta nie, ta nie, ta nie, tu przeklinają, tu nie, to pedał, tamto ukrainiec, o! Rosyjski rap – fajnie, albo nie, wolę abbę… M.A.S.A.K.R.A. A najgorsze jest to, że właśnie tak wygląda moje ostatnie kilka lat. Lubię słuchać muzyki, ale teraz nie ma ta czynność już takiej wagi jak kiedyś. Nie jest dopieszczona. Kiedyś trzeba było polubić chociaż jedną piosenkę z nowo kupionej płyty, żeby usprawiedliwić zakup. Teraz perełka zdarza się często jedna na 1000 przesłuchanych piosenek.

Drugi KIEDYŚ – Samochód

KIEDYŚ to było. Samochodu człowiek nie potrzebował. Do sklepu poszedł na piechotę, na Kazimierz się przeszedł, a do dworca podjechał tramwajem. 

DZISIAJ? Choć rower jest moim najważniejszym środkiem transportu, to pierwszą myślą dojeżdżając pociągiem do Krakowa nie jest sprawdzenie rozkładów tramwajów, żeby dowiedzieć się ile mam czasu. Teraz odpala się apkę Traficara i zazwyczaj wku**ia, że nie ma w pobliżu dostępnego żadnego samochodu na minuty… Do sklepu też tylko Traficarem, bo przecież to jest 500 metrów, a siatek sporo. Na miasto czemu miałoby się jechać tramwajem, skoro trzema kliknięciami można sprawdzić dostępność samochodów i spod domu wyruszyć samochodem. Ciepło, muzyka jaką lubisz i przy okazji kupa frajdy. 

Trzeci KIEDYŚ – Netflix

KIEDYŚ to było. Wycieczki do kina. Szpan z ilości obejrzanych filmów. Teksty typu „No, ja na nowym Bondzie byłem już 4 razy w kinie” były na porządku dziennym. Miało się szacunek i znacznie mniej pieniędzy w portfelu. Nie przeszkadzało siorbanie, popcorn i wieczne komentowanie jakiegoś Janusza z tyłu…

DZISIAJ? Miałem okazję niedawno wybrać się na Greenbook. Pierwszy raz w kinie od ponad roku. Śmierdzi, ludzie gadają (=wkurzają delikatnie mówiąc), chrupią, siorbią, wstają, siadają, wychodzą, wchodzą…. EH! Co ze mną zrobił Netflix. Dzięki niemu wystarczy sobie wyjąć piwko z lodówki, kupić lody w Żabce pod blokiem, odpalić film/serial i nie przejmować się tą całą otoczką, w której zawsze znajdzie się coś/ktoś, kto skutecznie zepsuje ci frajdę z wyjścia do kina… A w dodatku ta wygoda miesięcznie kosztuje tyle co wyjście w dwie osoby do kina raz w miesiącu…

Kiedyś to było…


Dodaj komentarz