Jak to jest, że są sytuacje w których potrafimy miesiąc zastanawiać się czy wydać 50 zł, a zaraz pojawia się sytuacja w której bez zastanowienia wydajemy 300 zł? To pytanie zaprząta mi myśli od jakiś dwóch tygodni. A wszystko zaczęło się od stacji benzynowej…

Ostatni tydzień września. Środa. Właśnie zaczyna się upragniony urlop. Zanim jednak będę mógł walnąć się na plaży i w reszcie odpocząć, czeka mnie między innymi… zatankowanie samochodu. I to właśnie w tym momencie rodzi się nie dająca mi spokoju myśl, która przeradza się koniec końców w ten tekst.

Jak to jest, że jak mamy w planie zakup butów, to potrafimy chodzić całymi tygodniami i zastanawiać się czy napewno warto wydać te 300 zł, a jak zatrzymujemy się na stacji benzynowej to bez mrugnięcia okiem po prostu płacimy?

Powiem więcej. Jak to jest, że jak jesteśmy w sklepie czy planujemy zakup przez internet głupiego podkoszulka za 29,99 to zastanawiamy się czy napewno warto, czy będziemy w nim chodzić i czy jest on nam potrzebny. 

Może kluczowym w tej sytuacji jest właśnie stwierdzenie „czy jest on nam potrzebny”. Bo jestem w stanie uwierzyć, że tak lekkie podejście do ogromnych wydatków na paliwo właśnie tak można sobie wytłumaczyć. Potrzebą, ba! Koniecznością. 

Ale co by się stało jakbyśmy do kwestii zakupu podeszli jak do zakupu ciuchów? Jakbyśmy zastanowili się czy to napewno dobry pomysł? Czy może w tym tygodniu nie będzie ładnej pogody, i wystarczy nam rower? Albo spacer do pracy? Albo komunikacja miejska nas taniej wyjdzie? Bo przecież często takie warianty rozpatrujemy w przypadku zakupów w sklepach. A czy nie wyrosnę z niego? A czy niedługo nie będzie jakiejś promocji? A czy zaraz nie zacznie się zima i te krótkie spodenki nie będą potrzebne?

Pewnie trochę te rozmyślania uwypukla moja osobowość, która sprawia, że nowe ciuchy kupuję bardzo rzadko, ale i tak nie daje mi spokoju widok tych dużych ilości ludzi, którzy stoją w kolejce do kasy na stacji, żeby zapłacić grube pieniądze za paliwo, mimo tego, że 5 minut wcześniej tak bardzo przekonywali własne dzieci, że ten batonik za 1,29 lub co gorsza kiwi jest za drogie…

Ciekawy jestem, jakie Wy macie podejście do tego tematu? Zakup paliwa to zło konieczne, czy może szansa na spore oszczędności w budżecie domowym?


0 Komentarzy

Dodaj komentarz