Miejsca Życie

Ferð bez celu

Góðan daginn

Halló aftur

Ćwiczenia.

Ostatnie w tym semestrze.

Mogę nie iść, bo byłem na wszystkich poprzednich.

Aaaaaaa pójdęęęęę – pomyślałem, i to był błąd.

Duży błąd.

Ogromny.

Gigantyczny.

Ale zacznijmy od początku.

Dzień jak każdy o tej porze roku w Krakowie. Niby śnieg, ale jednak wszędzie mokro i wszystko się topi. Szaro, smutno, nie chce się nic robić, dlatego z nudów postanowiłem pojechać na te zajęcia o 17:30, ale popełniłem błąd nie zauważając ważnej rzeczy – temperatura się zmieniła i spadła poniżej zera. Jakieś 15 minut przed wyjściem. Może 20? Nie pamiętam.

W każdym razie zadowolony nieco się ślizgając doszedłem na przystanek i wsiadłem do bardzo spóźnionego autobusu, który wyjeżdżając z przystanku wjechał w długi, niekończący się korek. I tak to co normalnie przejechałbym autobusem w 15 minut teraz jechałem około godziny. I mogłem się wrócić, bo czułem, że coś jest nie tak. I to był błąd.

Po długim oczekiwaniu na transport na uczelnię zrezygnowałem i postanowiłem, że jednak wrócę. Zmiana przystanku i kolejne czekanie ponad pół godziny. Nic nie jedzie. Wszystko stoi. Jestem zmęczony. Poirytowany. Straciłem już ponad dwie godziny na tej wspaniałej wyprawie do nikąd. I wtedy wpadłem na genialny pomysł.

Pojadę pociągiem! Przeszedłem z Czarnowiejskiej na Bagatelę, żeby wsiąść w tramwaj na dworzec. I udało się. Wszedłem do tramwaju. I wtedy okazało się, że pojechałem w złą stronę, także humor już zupełnie przestał mi dopisywać. Wysiadłem na kolejnym przystanku i tam dowiedziałem się, że na ten dobry tramwaj poczekam jeszcze 10 minut. Super. Ale na szczęście się doczekałem.

Gdy przeszedłem na dworzec zadowolony, że w paręnaście minut znajdę się w domu z dramatycznym humorem usłyszałem wiadomość, która najpierw do mnie nie docierała, ale gdy ją zrozumiałem nie do końca wiedziałem co ze sobą zrobić.

Za pociąg z Krakowa Głównego został podstawiony autobus.

Super.

Kozacko.

Jakbym właśnie nie robił wszystkiego, żeby dostać się do domu nie autobusem, bo droga jest absolutnie zablokowana z niewiadomego dla mnie powodu.

No nic.

W, jak się domyślacie, świetnym  nastroju wróciłem tramwajem na Bagatelę, potem pieszo na Czarnowiejską, gdzie po dłuższym oczekiwaniu udało mi się wsiąść do czegokolwiek, co zbliżyło mnie do domu. Stamtąd na piechotę do domu. Biegiem. 6 km.

Biegłem.

Biegłem.

Mijałem kolejny pełen przystanek ludzi, którzy nie wiedzieli, co się dzieje, i czy jakikolwiek autobus tędy pojedzie.

I biegłem dalej.

Zastanawiało mnie tylko jedno. Przez cały czas mijałem pięć autobusów, które jechały z napisem “Zjazd do zajezdni”, przez całą trasę nie kursującego 139. Dlaczego nie mogły zabrać czekających od paru godzin ludzi, nigdy się nie dowiem.

Jak się potem okazało wszystko to było spowodowane wypadkiem autobusów, które straciły przyczepność na śliskiej nawierzchni.

I tak się tylko zastanawiam.

Jak to możliwe, żeby w ciągu 15-20 minut mrozu -2 całe miasto zostało sparaliżowane?

No i tak poza tym, jeżeli ktoś chce wiedzieć jak z żadnego powodu i bez żadnego zmarnować 4,5 godziny, może znajdę na to jakiś sposób 😀

Sjáumst

ZOSTAW ODPOWIEDŹ