Wiedeń między świętami Bożego Narodzenia a sylwestrem zazwyczaj pękał w szwach i prócz ludzi zasypany był cały białą pierzynką. Teraz, kiedy w końcu udało mi się tu przyjechać, oczywiście turystów jest co niemiara, ale więcej śniegu znajdziemy w  zamrażarce niż w całym mieście. Muszę jednak przyznać że stolica Austrii prezentuje się niesamowicie. Wszystko jest bardzo dobrze zadbane, ozdobione świątecznymi lampkami w różne mniej lub bardziej kreatywne wzory od mikołajów, przez kokardki, po iluminacje zajmujące całe ściany wieżowców. To wszystko powoduje, że chodząc po mniej zatłoczonych uliczkach, największych parkach czy oglądając wnętrze katedry można poczuć niezwykły klimat tego miasta.

Wiem też, że ten artykuł ma być o moich postanowieniach na przyszły rok, dlatego postaram się to jakoś połączyć. Szkoda byłoby pominąć takie ciekawe miejsce i rozpisywać się na temat tego ile mam zamiar zagrać meczy w squash czy jak bardzo chciałbym dodawać artykuły na czas i pisać je wcześniej a nie tak jak teraz – wszystko na ostatni moment.

Dlatego zapraszam na małą wycieczkę po Wiedniu połączoną z różnymi pomysłami i planami na 2019 rok.

Zacznę od dojazdu do Wiednia z okolic Żywca. Nie jechałem pociągiem, kursowym autokarem czy innym pieronem. Los padł na busik przewozowy. Ciekawe doświadczenie jechać 9 osobowym samochodem nie znając nikogo łącznie z kierowcą. Muszę przyznać że była to podróż niezwykle komfortowa i szybka. Przede wszystkim szybka. Pamiętam tylko momenty w czasie których jechaliśmy prawym pasem, zazwyczaj przepuszczając samochód typu Porsche czy coś takiego. Resztę czasu mijając wszystkie samochody osobowe i ciężarowe, które wyprzedzało się mając wrażenie jakby tamte stały w miejscu. Ale dzięki temu z paroma przerwami na miejscu znaleźliśmy się dużo szybciej niż na początku przewidywała to nawigacja.

No i tak przy tym wydaje mi się, że ważnym postanowieniem na przyszły rok będzie poprawa punktualności i czasu w jakim się za coś zabieram. Nie chodzi mi tylko o pisanie artykułu nieco wcześniej niż w dzień publikacji, ale też o wcześniejsze przygotowania do egzaminów i takie tam różne.

Wieczorem jest tu niezwykle. Wszystko jest świecące i zadbane, przez co ma się trochę wrażenie jakby się było w bajce. Co jakiś czas przejeżdża dorożka z pasażerami po uszy owiniętymi w koce , po całym mieście krążą wolontariusze przebrani w stare tradycyjne Austriackie stroje, którzy ciągle się uśmiechając zapraszają na jakieś wydarzenie tu, na inny koncert tam, czy po prostu pomagają znaleźć drogę turystom z Japonii, którzy dzięki Mozartowi są tu chyba najliczniejszą grupą przybyszów. W tym całym zamieszaniu trzeba jednak pamiętać o pilnowaniu tego co ma się w kieszeniach czy w plecaku jeszcze bardziej niż normalnie, gdyż sekunda nieuwagi i można pozostać z niczym w tym przepięknym miejscu na środku magicznej i zatłoczonej po brzegi ulicy przy Stephansplatz.

Idąc dalej w stronę Rathaus, czyli ratusza przy którym można pojeździć na łyżwach w mini lodowymi miasteczku, po którym non stop jeżdżą lepsi lub gorsi wirtuozi butów z metalową płozą.

Niedaleko od tego miejsca znajduje się świąteczny jarmark, gdzie można kupić szklane kule z Wiedniem i śniegiem w środku, magnesy z muzykami czy właśnie największy tutejszy specjał. Punch. Kinder-punch, home-punch, turbo-punch to tylko niektóre z rodzajów tego dziwnego napoju, które można kupić wraz z śmiesznym kubeczkiem w kształcie świnki. Nie mam pojęcia co było w wersji domowej ale już sam zapach był tak intensywny, że czasem ciężko było choć troszkę się napić. Do tej pory nie piłem nigdy czegoś tak mocnego i o tak intensywnym smaku. Mimo wszystko wspaniałe przeżycie.

Następnego dnia po raz pierwszy w życiu próbowałem sushi. Byłem w szoku. I przed i po. Przed dlatego, że wyglądało super, całkiem mi to smakowało, no i oczywiście dlatego, że jakimś cudem udało mi się zjeść pałeczkami. Nie wiem jak. Podobno wyglądałem jak kaleka ale udawało się podnieść kolejne kawałki sushi dlatego szybko udało mi się wyczyścić talerz.

Po zjedzeniu przeżyłem drugi szok. Jak mogłem to zjeść? Jak byłem w stanie dokończyć całą porcję razem z ogonem ryby? Miałem tylko nadzieję że w pierwszym kawałku nie było głowy z oczami, które bym w niewiedzy zjadł ze smakiem. Albo czegoś innego. Bo wiem też, że jaja ryb jadłem w ilościach hurtowych.

Na deser były jakieś kulki obsypane sezamem, w środku z jakąś białą i czarną masą. Nie mam bladego pojęcia co to było. Czy czekolada, czy mielone, czy stopione amelinium. Nie wiem, ale zjadłem i zatęskniłem za normalnym europejskim jedzeniem.

No i jakie postanowienie na przyszły rok mogę z tego wyciągnąć?

Chciałbym do perfekcji ogarnąć przepis na sernik, który pierwszy raz zrobiłem na święta i poczułem, że to potrawa roku i wnieść na inny poziom najlepszą rzecz jaką potrafiłem upiec do tej pory, czyli księżyce z lukrem. Nie ukrywam, że był to chyba też jedyny przepis jaki w tym roku robiłem oprócz tego na zupkę chińską czy kisiel.

Już tak na koniec, żeby nie zanudzić przed sylwestrem, ostatnie postanowienie. Chociaż jeden mecz w squash wygrać z Jankiem, który jak do tej pory ma niezwykłe szczęście, które nie pozwala mi w osiągnięciu tego pozornie łatwego celu 🙁


0 Komentarzy

Dodaj komentarz