Każdy dorasta inaczej, wychowuje się w innym środowisku, dąży do innych celów, ale wiem, że każdy chłopak, młodzieniaszek w pewnym momencie powinien dorosnąć. Spotkać się w życiu z czymś, jakimś problemem, wyzwaniem, co spowoduje, że zacznie wszystko postrzegać w nieco inny bardziej dojrzały sposób.

Musi zmienić się z drengur w maður. I dziś chciałbym napisać Wam o tym jak u mnie wyglądała ta droga, co mi pomogło w tym czasie i jakie są tego efekty. Nie uważam, że to jedyny słuszny sposób, wręcz przeciwnie. Każdy na swój własny sposób powinien przeżyć ten czas.

Dwa lata temu byłem dosyć zamknięty w sobie, niezbyt chętny do działania (nadal czasem jestem, ale już nie w takim stopniu), uzależniony od grania i w tym wszystkim absolutnie niepewny siebie. Zamówienie pizzy przez telefon, albo podejście do kasy i złożenie zamówienia często kończyło się prawie zawałem i dużą ilością spływającego potu, który nie poprawiał sytuacji. Trudne rozmowy? Żadnych. Często udawałem, że nie ma problemu i wszystko jest w porządku, po to, by uniknąć niezbyt łatwych sytuacji.

I na moje szczęście na jednym ze zlotów edukacji domowej, z którego to przygotowywaliśmy film, spotkałem byłego nauczyciela od informatyki. Niby nic, rozmowa jak zawsze, czyli śmiesznie luźno, nic wielkiego. I nagle dowiedziałem się, że zaczął trenować rugby w Bielsku-Białej. Jak się domyślacie pierwsza reakcja to mniej więcej: hahahha, sport dla pedałów i tak dalej i tak dalej. Chwilę żartów i padło zdanie, które jeszcze wtedy nie wiedziałem, ale zmieniło moje życie.

  • No Franek, to taka gra, że nie dałbyś rady

I jak wtedy oczywiście zareagowałby każdy chłopak? Ja nie dam rady? Ja? I po dwóch tygodniach pojechałem razem z nim i nowozelandczykiem, który był w Polsce na wymianie, na pierwszy trening. Byłem sparaliżowany. Nowi ludzie, nowa gra, wszystko nowe i ja sam w tym wszystkim. Muszę się jakoś ogarnąć.

Dawałem z siebie wszystko. Na szczęście nie zajęło mi długo ogarnięcie co i jak funkcjonuje, jak podać, czy ustawić się do podania. Jednak nie jest to najważniejsza rzecz jakiej się nauczyłem.

Na kolejnych treningach zaczął łapać mnie skurcz. Nieziemski. Nienawidzę tego uczucia, kiedyś nie byłem w stanie tego przemóc w żaden sposób. A na dodatek nigdy nie chciało mi się rozciągać po grze, także ból z każdym treningiem był trochę większy. W ciągu jednego meczu stwierdziłem, że nie jestem w stanie dalej grać.

  • Ej! Co ty ku*** robisz! Graj a nie pier***.

I wtedy zrozumiałem. Nie chodzi mi tylko o grę, ale o całe życie. W momencie gdy 6 zawodników z mojej drużyny walczy, daje z siebie wszystko, nie mogę tak po prostu zejść. Każdy każdego wspiera, zabezpiecza, a w momencie gdy zawalimy momentalnie stara się naprawić nasz błąd.

I tu też ciekawa sytuacja. Uprawiając dwa lata ten sport zauważyłem diametralną zmianę w swoim myśleniu. Nigdy nie wini się kolegi z drużyny. Nigdy. Wszystkie przegrane mecze nie są takie przez to, że ktoś źle podał, czy oddał piłkę przeciwnikowi. To moja wina. Tylko moja, ja popełniłem błąd, ja się muszę starać bardziej. Mogłem coś zagrać lepiej, czegoś nie robić. Jest to dla mnie niezwykła sytuacja, ponieważ przez całe życie spotykałem się raczej z podejściem znanym z filmu “Ajlawju” z Cezarym Pazurą.

I teraz jaki to ma wpływ na moje życie? Dlaczego niby gra w której parunastu chłopa nawala się o jedną piłkę, jakby każdy sobie swojej kupić nie mógł?

Dojrzałem. Nauczyłem się co to jest szacunek, dzięki temu jak traktują się gracze w tym sporcie, oraz jak rozmawia się z sędzią i dyskutuje. Mam w końcu pewność siebie. Nie chodzi mi o to, że mam chęci przywalić każdemu na mojej drodze, ale o to, że znam swoją wartość i wiem na co mnie stać, przez co nie muszę czuć się gorszy. Przeżyłem atak 100 kilowego gościa na siebie i co więcej zatrzymałem go, to nie przeżyję trudniejszej rozmowy? Nie boję się podejmować trudniejszych decyzji, biorąc całą winę za ewentualne konsekwencje na siebie. Zacząłem się angażować w wiele wydarzeń, więcej działać, pracować – i to wszystko sprawia mi frajdę. A wszystko to mniej lub bardziej zawdzięczam całemu temu czasowi poświęconemu na treningach, które jak się okazało możliwe, że uczą nas więcej potrzebnych umiejętności w życiu, niż zagrań, szarż, czy myślenia na boisku.

Dlatego zachęcam każdego do spróbowania chociaż spróbował chociaż raz w życiu spróbować się w takim miejscu. Oczywiście nie chodzi mi tylko o rugby, ale o jakiś sport z super ekipą, który może na nas bardzo pozytywnie wpłynąć i zmienić nasze życie.

I tak na koniec, jakby ktoś chciał zagrać, popatrzeć, dopytać się, zapraszamy do Bielska-Białej w każdy wtorek na godzinę 19, ale prościej będzie jak po prostu zajrzycie tutaj:

https://www.facebook.com/rugbybielsko/

Dodaj komentarz