Życie

Czy „przyjmowanie” trudniejsze jest od „dawania”?

Kiedy w czerwcu miałem okazję brać udział w warsztatach z debat Oksfordzkich, nie miałem pojęcia, że na efekty przyjdzie czekać prawie pół roku. Co więcej, nie spodziewałem się, że to co zostanie mi z tego wydarzenia w głowie, to niekoniecznie umiejętność argumentacji, wypowiadania się i potyczki słownej, a pewna nietypowa zabawa…

Zasady jej były proste. Trzeba było chodzić po sali i podchodzić do losowych osób mówiąc jakiś komplement. Dowolny. Ładne oczy, fajna bluzka czy trywialne: śliczny uśmiech. Był jednak pewien haczyk. Osoba „obdarowana” komplementem musiała powiedzieć „dziękuje” i nic więcej.

Jak myślicie, co było trudniejszego w tym zadaniu. Powiedzieć komplement, czy może za niego podziękować i odejść?

Zastanów się jak zachowałbyś się, gdybyś usłyszał „śliczną masz bluzkę!”, „jesteś doskonałym kierowcą” czy choćby „nie wyobrażam sobie bez ciebie życia”. W każdej z tych sytuacji, większość z nas odpowiadając, najpewniej starałaby się odwzajemnić jakimś komplementem lub mniej lub bardziej składnym wyjaśnieniem.

Dlaczego o tym piszę? Bo uważam, że wbrew powszechnej opinii, że każdy dużo bierze, ale mało kto chce się dzielić – jest zupełnie na odwrót. Że to właśnie dzielenie przychodzi nam bez problemu, bo przecież łatwo kupić prezent, powiedzieć komplement czy dorzucić się do jakiejś zbiórki pieniędzy.

To z czym moim zdaniem mamy bardzo często problem, to z przyjmowaniem. Na komplementy najczęściej odpowiadamy komplementem, na pochwałę często nagle znajdujemy w sobie jakieś niedociągnięcia, żeby broń boże nie wyjść na zapatrzonych w siebie narcyzów, a na wyznanie miłości odpowiadamy tym samym tylko z dwojoną siłą (każdy zna „ja ciebie BARDZIEJ”).

To z czym chciałbym was dzisiaj zostawić, to zadaniem na ten najbliższy czas, który będzie pełen obdarowywań, rozmów z rodziną dalszą i bliższą. Spróbujcie jak w tym opisywanym na wstępie ćwiczeniu, po prostu przyjąć komplement. Powiedzieć „dziękuję” i tyle. Nie szukać wymówek, nie odwdzięczać się. Przyjąć taki stan rzeczy i koniec.

Już miałem skończyć pisać ten artykuł, kiedy od bliskiej mi osoby usłyszałem „masz wspaniałą rodzinę”. Wiecie co zrobiłem? Wypowiedziałem kilkuminutowy wykład o tym, że nie zawsze jest tak kolorowo i, że w zasadzie „ty” masz fajniejszą rodzinę bo…

Chyba także muszę nad tym popracować. Bo wiecie co? Mam naprawdę ekstra rodzinę! 

ZOSTAW ODPOWIEDŹ