Niestety ale zebrało się już na tyle dużo przemyśleń i obserwacji na temat jazdy na rowerze po Krakowie, aż jestem zmuszony ponownie o tym napisać. Dziś o tyle lepiej, że nie jedno – a kilka osobnych temacików. Już widzę minę braciszka, jak zobaczy, że znowu o tym nawijam 😀

Człowiek widmo

 Zacznijmy od lampek. Niektórzy, jak ja teraz, mają je na rowerach cały czas, niektórzy tylko nocą, a inni uwielbiają dreszczyk emocji i przemykają po ciemku, czy w gęstej mgle niezauważeni. Ciężko ich zobaczyć, bo właściwie zauważamy tylko jak przemykają tuż obok nas w różne strony, nie mając czasu na nic. Sam musiałem dojechać w ten sposób dwa razy do domu i przyznam, niesamowite doświadczenie. Czułem się niewidzialny, szczególnie jadąc fragmentami nad Zakrzówkiem. Byłem postrachem innych rowerzystów, którzy ewidentnie zauważali mnie dopiero w ostatnim momencie, przez co zaczynali jechać mniej pewnie. Czułem się jak frajer, tym bardziej, że sam jestem przeciwko takiej anonimowej jazdy, tym bardziej, że nie raz widziałem jak tacy przejeżdżają na czerwonym świetle, co dla mnie jest już czystą loterią.

 Jadąca choinka

 Jak się domyślacie, przeciwieństwo poprzedniego typu kolarza. Tacy nie jeżdżą z lampkami. Oni mają reflektory, dzięki którym nie widać nic, prócz jasnego światła, która staje się coraz większa. Jest to moim  zdaniem równie niebezpieczne, co nie mienie lampek, bo rowerzyści jadące z naprzeciwka są zupełnie oślepieni co najmniej na parę sekund, a to wystarczy by jakiś przechodzień z radością wkroczył niezauważony na rowerówkę. Tutaj wyróżnia się grupa mająca lampkę z tyłu, z przodu i uwaga – czołówkę. A ta nie musi być mocna, by skutecznie ograniczyła naszą zdolność widzenia, co utrudnia jazdę bardziej, niż może się  wydawać.

Spojrzeć w prawo, prawo i jeszcze raz w prawo…

 Czas na ukochanych pieszych. Bardzo mnie to intryguje. Mam wrażenie, że większość z nich traktuje chodnik tak samo jak drogę dla rowerów. Takie miejsce dodatkowe dla ściśniętych do granic na chodnikach przechodniów. Mijając ostatnio nastolatkę wpatrzoną w telefon zauważyłem, że ustąpiła schodząc na chodnik i z powrotem weszła na rowerówkę. Może to podłoże ułatwia chodzenie? Jakaś adrenalina większa może jest? Bo ja już nie mam pojęcia o co chodzi. Ale najbardziej ciekawi mnie kwestia rozglądania się w czasie przechodzenia przez drogę rowerową. Jak już ktoś się obejrzy oczywiście. Ludzie patrzą tylko w prawo. Naprawdę, widziałem tylko jednostki które się wyłamały z tego schematu. Spojrzenie w prawo – i rura na drugą stronę drogi. Przecież z lewej nie jeżdżą no nie? Ciekawe, że jakoś mało kto rozumie, że jest inaczej i ludzie potrafią wchodzić pod koła jakby dokonywali jakiegoś sabotażu. Z tego powodu udało mi się potrącić pierwszą osobę, która wybiegła zza zasłony i widząc po prawej stronie drogę wolną wpadła mi prosto pod koła. Co ciekawe mimo całkiem dużego impetu z jakim wpadłem ułamek sekundy później chłopak po przeproszeniu kilka razy był już sto metrów dalej. 

No także dziś nie za długo, ale z przesłaniem. Pamiętajcie – rowerówka to nie chodnik! 

Kategorie: Życie

0 Komentarzy

Dodaj komentarz