Samemu mam przyjemność mieszkać już ponad rok. Czego mnie on nauczył? Jakie sytuacje śmieszne lub mniej zabawne mnie spotkały? Dzisiaj lekki i przyjemny tekst prosto z kawalerki Jaśka!

Sprzątanie

Okazuje się, że łazienka się sama nie sprząta! Nie ściemniam. Co więcej, pranie się samo nie robi, naczynia same nie zmywają, a podłoga sama nie odkurza. Z jednej strony to smutne, a z drugiej… Z drugiej strony jestem szczęśliwy. Nie wiedziałem, że kiedykolwiek sprawi mi taką przyjemność kupowanie „fajnych” gąbek do zmywania (żeby się super zmywało), dobrego płynu do zmywania (żeby ładnie pachniało) czy ręcznika papierowego (żeby dobrze wchłaniało). Jedni kupują samochody inni ciuchy, a mi? Mi wystarczy porządny detergent, żeby smutne jesienne popołudnie zamienić w „wieczór przyjemności”.

Złoto w płynie

Pranie to pranie. Kiedyś wystarczyło wrzucić do kosza na brudy i dziwnym trafem pojawiało się w szafie. Ale nie o praniu w tym akapicie, ale o tym co sprawiło, że pranie wyniosłem na wyższy poziom dzięki mieszkaniu samemu. A było to tak. Pewnego wieczoru siedząc sobie przy herbatce moją głowę zajęła myśl z gatunku tych pilnych myśli, odrywających od książki, filmu czy innych rozrywek. Nie była to chęć skoku z okna po kolejnej porażce mojej ukochanej drużyny, nie było to też minusowe saldo na moim koncie. Moją głowę w całości wypełnił płyn do płukania tkanin. 21 lat na świecie, a ja postanowiłem rozwiązać wielką zagadkę. Po co się go używa? Kiedy? Czy działa? Postanowiłem sprawdzić. Efekt? To działa, używam do dzisiaj. A gdyby nie mieszkanie samemu… pewnie nie odczułbym żadnej różnicy, prócz tej w portfelu!

Gniazdka wszędzie

To prąd jednak kosztuje. Ciekawe uczucie dostać rozliczenie prądu za ostatnie dwa miesiące. Co więcej, prądu, który zużyłem samemu. Nagle okazuje się, że PlayStation, laptop, pralka, światła czy telewizor nie są na powietrze. Bardzo fajne doświadczenie. Choć nie ukrywam, że po początkowych postanowieniach związanych z oszczędzaniem, dzisiaj nie ma już śladu.

Czas na rozliczenie wody

W zeszłe wakacje miałem okazję zapoznać się z jedną z najbardziej skomplikowanych operacji związanych z mieszkaniem samemu. Mianowicie, otrzymałem półroczne rozliczenie za wodę. Skąd wziął się ten dodatkowy tysiak? Jak to się dzieje, że płacisz co miesiąc określone kwoty, a na koniec cena za metr sześcienny jest 6 razy większa? Dlaczego ten sam metr sześcienny wody liczony jest czasami trzykrotnie? Tych i innych smaczków nie miałbym okazji poznać, gdyby nie moja decyzja o wynajęciu kawalerki!

Ściany mają uszy

Mieszkanie w domu ma pewien urok. Można gadać co się chce, śpiewać pod prysznicem utwory disco polo czy ganiać bez portek po całym domu. Co w tej kwestii nauczyło mnie życie w kawalerce? Że warto nie tylko powstrzymać się od urządzania imprez, ale i przede wszystkim warto nie podnosić głosu, a rozmowy telefoniczne toczyć nieco ciszej niż na świeżym powietrzu. Dlaczego? Historie handlarzy narkotyków, dramaty miłosne czy preferencje muzyczne warto zostawić dla siebie. I choć do czasu bycie biernym uczestnikiem kłótni młodych kochanków może wydawać się zabawne, po pewnym czasie robi się to po prostu denerwujące.

I tutaj małe sprostowanie, żeby nie było, że ja w tej kwestii jestem święty. Podczas jednego z turniejów w FIFA z moim bratem, koło północy zostaliśmy upomnieni przez sympatyczną, lecz nieco wkurzoną sąsiadkę!

Jesz co chcesz

Jesz co chcesz… o ile to kupisz. I ostatnia czynność jest kluczowa. Pomijając kwestię funduszy, nauczyłem się zadbać o to, żeby posiłki były zaplanowane. Dzięki temu uniknąłem notorycznej sytuacji w której to brakowało zawsze albo jednego kluczowego składnika, albo nie było nic w lodówce. Ot taki jeden z lepszych dni po tym względem:

8:00 – zakupy zrobione dzień wcześniej (niezaplanowane mądrze). Zaczynam robić kanapki. Nie ma chleba

8:05 – idę po chleb do Żabki. Przy okazji kupuję sól. Kanapki zjedzone.

11:00 – podwieczorek. Jest ryż. Nie ma kukurydzy. Nie będę jadł samego ryżu z tuńczykiem. 

11:05 – druga wycieczka do Żabki tego samego dnia

Jak to rozwiązałem? Cały tydzień posiłków mam zaplanowany. Zakupy robię zawsze w poniedziałek rano z myślą o całym tygodniu. Życie jest piękne (bo z pełnym brzuchem)!


Na ten moment to tyle. Napewno podzielę się z Wami moimi kolejnymi spostrzeżeniami!


0 Komentarzy

Dodaj komentarz