Moja lista pomysłów na teksty do zrealizowania jest długa i stale rośnie. Od bardziej psich tematów, przez motoryzacyjne aż po przemyślenia odnośnie życia. Dziś jednak nie mogłem się do żadnego z zaplanowanych tekstów „zabrać”. Pomiędzy wycieczkami rowerowymi (właśnie jestem w trakcie prowadzenia obozu rowerowego), a pracą, myśląc o czym by tu napisać, doszedłem do wniosku, że przełom lipca i sierpnia 2020 był tak bogaty w przeróżne wydarzenia, że postanowiłem się z Wami podzielić po prostu tym co u mnie.

Kupiłem sobie kolarkę.

Jak wszystkie moje plany, i ten zakup był spontaniczny. Zaczął się od jednej czy drugiej rozmowy podczas której uświadomiłem sobie jak bardzo lubię jeździć na rowerze. Nie po górach jednak, czy szutrach. Uświadomiłem sobie, że to co mnie kręci to mało uczęszczana szosa, kolarka i długi dystans do przejechania.

Od tego momentu wystarczył już tylko jeden wieczór „poszukiwań” roweru w internecie, który z bezpiecznej godziny 20.00, nawet nie wiem kiedy skończył się około 3.00 nad ranem… Po tej nocy w małym palcu miałem już wszystkie poradniki, katalogi, recenzje na YT oraz Allegro, OLX i parę innych serwisów. Nie ułatwiał zadania fakt, że był czwartek, więc piątek był ostatnim dniem na kupno nowej „bryki”, żeby zdążyć odbyć pierwszą wyprawę rowerową już w sobotę. Tak. Jestem czasem powalony.

W piątek o 12.00 podjąłem szybką decyzję o wycieczce do Piekar Śląskich po wymarzony rower, który nie tylko spełniał kryteria sprzętowo-cenowe, ale również rozmiarowe (okazuje się, że rowery kupuje się jak koszulki, wiecie… S, M, L itd.). Po powrocie do Krakowa jeszcze szybki skok do Decathlonu, gdzie portfel stał się lżejszy o wydatki na spodenki, koszulkę, buty SPD, skarpetki i pokrowiec pod siodełko (nie pytajcie). Dobrze, że bidony miałem chociaż swoje 🙂

Cały jednak wysiłek poświęcony na szybki research i zakup opłacił się i zakończył dosyć spektakularną sobotnią wycieczką, która koniec końców miała 112 kilometrów! Nieźle jak na pierwszy raz na nowym rowerze, nie?

Zapłaciłem za Stravę.

Myślałem, że nigdy tego nie zrobię, ale właśnie od kilku dni, jestem posiadaczem wersji premium na Stravie. Co się okazuje usatysfakcjonowanym posiadaczem! Dla niewtajemniczonych, Strava to odpowiednik Endomondo (znacznie bardziej popularnej aplikacji do treningów), która kładzie nacisk na bieganie i kolarstwo. 

Dzięki aplikacji można tworzyć własne trasy na podstawie najczęściej uczęszczanych dróg przez innych kolarzy (wersja płatna), porównywać się z innymi kolarzami na przejechanych odcinkach, brać udział w „challengach” i wiele wiele więcej. W zasadzie można by było o funkcjach tej aplikacji napisać osobny tekst. W każdym razie polecam i namawiam każdą napotkaną osobę, więc chyba warto!

Zapłaciłem za newsletter!

Newsletter to rzecz na którą zapisujemy się najczęściej, żeby otrzymać jakąś zniżkę, a później jak najszybciej się z niego wypisać. Ogólnie synonimem słowa newsletter powinno być słowo „unsubscribe”. Okazuje się jednak, że są takie newslettery za które ludzie płacą i do których także ja zostałem przekonany. 

Przykładem takiego jest newsletter Bartka Pucka, który raz na tydzień wysyła bardzo merytoryczną i obszerną wiadomość z raportami spółek, przemyśleniami, i innymi wartościowymi informacjami dla każdego młodego przedsiębiorcy lub osoby inwestującej / interesującej się tym co się dzieje w biznesie na świecie. Koszt newslettera to 39 zł i po miesiącu uważam, że warto nawet za dwa razy tyle.

Dodatkową wartością jest dostęp do Slacka dla wszystkich subskrybentów. Nie byle jakiego Slacka, bo wśród ponad 600 osób są w większości przedsiębiorcy, aniołowie biznesu i osoby, które dotychczas znałem z wieści giełdowych czy innych twitterów. Teraz za 39 zł miesięcznie mam możliwość wymiany myśli, podpatrzenia i przeczytania co mają do powiedzenia osoby, które zawsze mi imponowały, a co więcej, mogę je nawet poprosić o pomoc i z dużym prawdopodobieństwem znajdą dla mnie minutę swojego cennego czasu.

Uznałem, że formuła 1 jest lepsza od piłki.

Nie ma co się rozpisywać. Od kilku tygodni uważam, że piłka nożna w ostatnich czasach nie jest nawet w połowie tak emocjonująca, jak formuła 1, która przez wielu uważana jest za najnudniejszy sport na świecie. Dla mnie jednak, to właśnie wyścigi F1 są elementem tygodnia, na który czekam z niecierpliwością, komentatorzy F1 są znacznie ciekawsi od większości komentatorów piłki nożnej (z wyłączeniem kanałów Eleven!), a sam sport bardziej widowiskowy i emocjonujący od piłki nożnej.

Kwestie motoryzacyjne.

W kwestiach motoryzacyjnych okazało się, że w lutym miałem udać się na przegląd gwarancyjny nadwozia. Ja oczywiście zapomniałem na śmierć i teraz ważą się losy konsekwencji jakie z tego tytułu poniosę, co nie jest wcale przyjemnym doświadczeniem mając na przeciw siebie ogromną firmę zajmującą się wynajmem samochodów na rok. Miejmy nadzieję, że sprawa zakończy się łagodnie i będę mógł w październiku podsumować rok wynajmu samymi superlatywami! 🙂

Gorący asfalt.

Kolejny miesiąc, kolejna wizyta u weterynarza z Arthasem (tak, na ten temat planuję napisać artykuł). Tym razem poparzenie stóp od asfaltu, które skończyło się utykaniem na obie przednie nogi, co z jednej strony wyglądało komicznie, a z drugiej było dosyć tragicznym przeżyciem dla psa…

Dieta pudełkowa.

Pogięło mnie, ale od poniedziałku testuję dietę pudełkową. Napewno dam znać jak było!


Do usłyszenia za dwa tygodnie!