Nawet się człowiek nie zorientował jak minęły dwa miesiące od poprzedniego wyjazdu, którego celem był Wiedeń i Brno. W dzisiejszym odcinku trochę o stereotypach, o zaskoczeniach, jedzeniu, ludziach i odpowiedź na pytanie czy w Berlinie jest bezpiecznie?

Smutne dobrego początki – YouTube

Moja przygoda z Berlinem zaczęła się nieciekawie. Chcąc dowiedzieć się czegoś więcej o tym mieście i zobaczyć jak ono wygląda wpisałem na YouTube coś w stylu „berlin” po prostu i ciekawy zerknąłem na wyniki wyszukiwania. Nawet nie wyobrażacie sobie jakie było moje zaskoczenie kiedy zobaczyłem, że kilka pierwszych rezultatów to filmy-wywiady z bezdomnymi i ćpunami z ulic Berlina, którzy opowiadają o kodeksie ulicy, o biedzie, szukaniu butelek w koszach na śmieci, strzykawkach na każdym kroku, narkotykach i jak to ujął pewien Tomek „Panie, zaraz Ci pokażę taką ulicę, że to co tam się codziennie dzieje to Tobie się nawet w najgorszych snach nie śniło”. 

Fajne początki co nie? Oczywiście zerknąłem jeszcze na kilka innych vlogów z Berlina, ale żaden z nich nie był zrobiony na tyle ciekawie, żeby chciało mi się poświęcić na niego więcej niż 3 minuty (jak możecie się domyślać, filmy o narkomanach i bezdomnych oglądałem przez jakieś pół dnia :D).

Poszukiwania noclegu

Dobra, z „dziećmi z Dworca ZOO” i innymi atrakcjami Berlina już się pogodziłem, ale w dalszym ciągu słuchając się wersji moich przyjaciół, że Berlin jest fantastycznym miastem postanowiłem pchnąć temat do przodu, co oznacza mniej więcej tyle co „znaleźć hotel”. I tutaj było kolejne moje duże zaskoczenie. Wiem, że maj, wiem, że weekend, ale żeby najtańszy hotel w miarę blisko centrum, który ma 1 gwiazdkę kosztował 750 zł za dwie noce? No cóż. Pomyślałem, że zarezerwuję, a bliżej wyjazdu spojrzę jeszcze raz na booking.com, czy może się coś zwolniło. Jakie było moje zdziwienie, gdy na tydzień wcześniej okazało się, że na popularnych stronach do szukania noclegów zostały tylko wolne miejsca w wieloosobowych pokojach koedukacyjnych?!

Tutaj mała dygresja. Wiem, że można było skorzystać z gościnności couchsurferów, że można by było wynająć hostel, a nie hotel i nie przy Alexanderplatz, a gdzieś dalej od centrum. To nie są jednak moje „historie”, więc uszanujcie wybór droższej opcji 🙂

od autora

Zdanie o Berlinie wyrobione, nocleg zarezerwowany, pora wsiąść w samochód i ruszyć w ponad 600 km podróż do stolicy Niemiec. Pomyślałem sobie, że najciekawiej będzie, jak podzielę ten wpis na kilka części:

  • Największe zaskoczenie
  • Jedzenie
  • Atrakcje, które na mnie zrobiły wrażenie
  • Ludzie
  • Bezpieczeństwo
  • Okolice Berlina

Największe zaskoczenie

Kiedy wjechaliśmy do Berlina i dotarliśmy do hotelu (między parkingiem, a hotelem w przejściu pod wiaduktem już czarnoskóry jegomość postanowił zaproponować szeroką gamę używek) moje odczucia były mieszane z kierunkiem na negatywne. Owszem, zielono, ulice wyglądały na przyjemne, ale wszechobecne graffiti, szare bloki i dziwni ludzie wyglądający jakby chcieli ubić jakiś szemrany interes nie wywołali we mnie pozytywnych uczuć. 

W tym miejscu jednak przychodzi czas na największe zaskoczenie jakiego doznałem w Berlinie. Myśląc, że Berlin jest taki jak na wjeździe podczas wieczornego spaceru dotarliśmy do dzielnicy na zachód od wieży telewizyjnej i tam krajobraz uległ ogromnej zmianie. Z Berlina przypominającego ochydne słowackie miasto, Berlin przeobraził się w miasto pięknych kamienic, budynków, uliczek, knajpek i atrakcji przebijających Wiedeń, w którym miałem ostatnio okazję gościć i myślałem, że nic go nie przebije! Wniosek z tego taki: nie oceniaj miasta po pierwszej godzinie w nim spędzonej.

Jedzenie

To ważna sprawa. O śniadaniu w hotelu się nie będę rozpisywał. Cieszę się tylko, że zdecydowałem się na tą opcję, bo za rozsądne pieniądze można porządnie się najeść i wyjść na miasto z pełnym brzuchem, a nie ze złym humorem w poszukiwaniu miejsca gdzie można by było coś przekąsić. 

W zasadzie to w piątek wieczorem wyskoczyliśmy przy okazji spaceru na carrywursta. Miejscówki jednak nie polecę, bo szukając na prędce trafiliśmy na bardzo przeciętny lokal za to zaraz obok bramy Brandenburskiej, więc chociaż widoki się zgadzały. Carrywurst w zestawie z frytkami w tym miejscu kosztował ok. 7 euro. Ocena 5/10.

Miejsce jednak, które polecam każdemu kto jest w Berlinie, to lokal w którym zdecydowaliśmy się zjeść „obiad” w trakcie sobotniego zwiedzania. Burgermeister, bo o nim mowa, to jedna z najbardziej kultowych miejscówek w całym Berlinie (oczywiście zaraz po słynnym kebabie po którego stoi się w kilkudziesięciominutowych kolejkach). Jak możecie się domyśleć słyną z burgerów, a my zaryzykowaliśmy jeszcze frytki. Uwierzcie, to był najlepszy burger w moim życiu! Z tego co wiem, lokale znajdują się w kilku miejscach, ale my byliśmy w tym przy Dworcu ZOO, a koszt burgera to 4,90 euro. Frytki 2,70 euro. Ocena 10/10.

To co może część z was zainteresować, to fakt, że w Berlinie można sączyć piwko na ulicy, przez co widok ludzi pijących piwo idąc chodnikiem jest widokiem częstszym niż japończyków robiących zdjęcia w każdym możliwym miejscu!

Atrakcje, które na mnie zrobiły wrażenie

Nie zawsze pamiętam konkretną nazwę, ale z opisu powinniście się domyślić. Pierwszą atrakcją jest katedra, która leży na kanałem. Most, woda, katedra, promenada, kajaki – uwierzcie, taki widok może zauroczyć. 

Zaraz obok katedry znajduje się wyspa muzeów. Nie miałem okazji wejść do środka, bo na tym etapie życia bardziej kręci mnie zwiedzanie na zewnątrz niż cichych i dla mnie mało ciekawych wnętrz. Z zewnątrz jednak robi wrażenie, a cień sprawia, że przyjemnie jest tam przystanąć w upalny dzień. 

Brama Brandenburska to kolejne miejsce w którym każdy powinien się znaleźć, choć na mnie większe wrażenie zrobiła okolica, czyli ambasada Stanów Zjednoczonych czy Wielkieh Brytanii oraz ich architektura. W lini prostej na zachód od Bramy Brandenburskiej znajduje się kolumna zwycięstwa (?), pod którą z resztą skonsumowaliśmy najlepsze burgery w życiu. Może dlatego tak spodobało mi się to miejsce?! 🙂 

Wieczorem Berlin wygląda jeszcze piękniej! Setki oświetlonych knajpek znajdujących się pod wiaduktem lini kolejowej czy metra, budki z carrywurstami i kebabami, restauracje i pięknie oświetlone zabytki. A na koniec promenada nad kanałem gdzie można usiąść na murku i w zasadzie nie odchodzić. Polecam!

Dodatkowo, choć na wieży telewizyjnej na Alexanderplatz nie byłem, to sam plac zrobił na mnie duże wrażenie. Techno, przeplatające się z graniem na wiadrach, zaraz obok koleś robiący graffiti na ziemi, ktoś czymś handluje, ktoś zbiera puszki, a do tego dużo turystów. Nie powiem, fajnie było usiąść i zobaczyć jak funkcjonuje też ta mniej ułożona część miasta.

Ludzie

Tutaj krótko. Dużo obcokrajowców (niekoniecznie turystów). Sporo bezdomnych szczególnie pod wiaduktami, ale nie miałem sytuacji, żeby ktoś mnie zaczepiał. Śpią sobie na materacach, obok leży rower, wózek – jednym słowem kulturka. A podobno tak niebezpiecznie! 

Bezpieczeństwo

I tutaj was zaskoczę. W Berlinie byłem cały weekend, przez cały czas prawie poza hotelem i nie miałem ani jednej sytuacji kiedy mógłbym poczuć się nie do końca bezpiecznie. Czy to był poranny spacer, czy wieczorna wędrówka wzdłuż wiaduktu, gdzie na początku myslałem, że nie jest to dobrym pomysłem, ani razu nikt do mnie nie podszedł (prócz murzyna handlującego dragami pierwszego dnia – ale był sympatyczny i nie nachalny!), ani razu nikt się o nic nie czepiał i ani razu nie usłyszałem słowa „KURWA” z ust bezdomnego. 

Zdaję sobie też sprawę, że większość czasu spędzałem w bogatych i bezpiecznych dzielnicach nie zapuszczając się w bardziej oddalone osiedla czy owiane złą sławą dzielnice. Cóż, lepiej dmuchać na zimne w tych kwestiach.

Okolice Berlina – Poczdam

Wyjeżdżając postanowiliśmy jeszcze podjechać do Pocztdamu, który w mojej opinii był tego nie warty, ale po zaparkowaniu samochodu od razu wiedziałem, że się myliłem. Sterylnie czysty, pełen pięknych uliczek, jasnych kamienic, brukowanych ulic, sklepików z BIO żywnością, mini bramą Brandenburską, kilkoma mniejszymi „łukami triumfalnymi” i z przepiękną dzielnicą „Dutch Quarter” z holenderskimi domkami z czerwonej cegły zrobił na mnie duże wrażenie. 

Podsumowanie

Po Berlinie zrobiliśmy łącznie około 35 kilometrów na piechotę przez niecały weekend, chyba niezły wynik, co? 🙂 W moim osobistym rankingu jest on na pierwszym miejscu z Wiedniem. Jeżeli jeszcze się zastanawiasz czy odwiedzić Berlin to nie ma co dłużej zwlekać. Nie ważne czy lubisz bloki i graffiti, czy czyste jasne kamienice i drogie samochody. W Berlinie odnajdziesz wszystko czego szukasz. 

Kilka szczegółów dla ciekawych:

  • Hotel: Ibis budget, 750 zł z śniadaniem za dwie noce i dwie osoby (od razu mówię, totalna podstawa, pokój jakby odlany z góry na dół z plastiku, bez bajerów, ale do przeżycia)
  • Parking: ja sprytnie zaparkowałem poza strefą płatnego parkowania na Pieskower Weg. Można być naprawdę spokojnym o samochód. Myślisz” „kurczę! To jakaś podejrzana dzielnica!”, a widzisz ciąg zaparkowanych nowych BMW i Audi i już nie masz stracha (2,5 km od Alexanderplatz)
  • Zakupy spożywcze: EDEKA, Kaufland, Lidl, Aldi. Skądś to znasz, prawda? 
  • Dojazd: autostrady darmowe, jedyny koszt to koszt nalepki ekologicznej uprawniającej do wjazdu do centrum Berlina (w Polsce koszt ok. 100 zł, a na miejscu w Berlinie 5 euro)

0 Komentarzy

Dodaj komentarz