Polska z roku na rok staje się krajem coraz bardziej atrakcyjnym, mającym coraz to więcej do zaoferowania swoim mieszkańcom czy turystom odwiedzającym nasz kraj. I mimo tego, że w tak dobrym kierunku idą zmiany w infrastrukturze, czy jakości życia, jest coś co mimo naszej większej świadomości, nawet nie zaczęło się zmieniać na lepsze…

Wyobraź to sobie…

Wyobraź sobie, że znajdujesz się w jednym z licznych polskich średniej wielkości miast, jesteś na ślicznie wyremontowanym rynku, do którego prowadzi deptak, a podczas spaceru mijasz dziesiątki kuszących knajp, na których odwiedzenie zabrakłoby ci czasu. Podczas spaceru możesz zachwycić się piękną zabudową miasta, strzelić kilka fotek i z całą masą dobrych skojarzeń wsiąść z powrotem do samochodu.

Pobudka!

A teraz się obudź, bo to najprawdopodobniej tylko sen. Jeżeli już znajdziesz miasteczko z pięknie wyremontowanym rynkiem, to znając życie nie będzie deptaka, a jak będzie deptak to podejrzewam, że zamiast knajp będziesz mógł odwiedzić jeden z kilkunastu „ciucholandów”, zjeść loda włoskiego, lub w najlepszym wypadku margheritę z szynką (prawdziwy przypadek!).

Ale nie to jest najgorsze. Naprawdę dużo zniosę, nawet tą „wegetariańską” margheritę, ale jednego w Polsce znieść nie mogę. A mianowicie reklam. Wszechobecnych, obrzydliwych, odrażających, z którymi słowo „zachęcająca” ma się jak jechanie tramwajem z biletem do jechania biletem z tramwajem. Okej, szyldy typu „jubiler” jestem w stanie jeszcze przełknąć, choć popijając litrami wody, ale znakomitą większość reklam najchętniej bym wywiózł na złom. Jedyne co by z nich było, to te parę nędznych groszy w skupie.

Dlaczego polskie miasta nie mogą być jak w naszym „śnie” z początku mojego dzisiejszego użalania się? Pewnie dlatego, że ludzie starają się chociaż wierzyć w to, że reklama pomoże im w zdobyciu klienta. A sami wiemy jak często zdarza nam się wstąpić przykładowo do Żabki, bo akurat tam mają ciastka za zniewalająco niską cenę 2,49 zł. Ludzie i tak wiedzą, że jak chcą dostać ciastka tanio to nie jedzie się do Żabki tylko Auchan.

Przegięcie

Przykładów można by podawać bez liku. W moim osobistym rankingu prym wiodą fronty kamienic na których jest więcej reklam różnych „fachowców” niż nastolatek na koncercie One Direction i od których można dostać oczopląsu. Jakby człowiek chciał, to i tak by nie znalazł tego czego szuka. Ciekawe są także przypadki reklam, na których „biznesmeni” jak z koziej dupy trąba wpadają na pomysł wypisania wszystkich usług, którymi się zajmują, do tego najlepiej jak pod reklamę warsztatu samochodowego podłączy się ze swoimi dwoma zdaniami szwagier od zakładu pogrzebowego i mamy kolejną perełkę.

Rozwiązanie? Jakość sama się obroni

A na koniec całkiem na serio. Reklamy w Polsce z resztą podobnie jest na Słowacji i w innych wschodnich krajach to pierwsze co się rzuca w oczy wracając z zagranicy. W takiej Austrii czy Holandii nigdy nie spotkałem się z tak chamskimi próbami zwrócenia uwagi na swój produkt. I właśnie do tego nawiązuje tytuł dzisiejszego posta. My Polacy musimy jeszcze dorosnąć do tego, że nasz zakład, warsztat czy piekarnię, nie wyróżnia reklama czy szyld, a jakość z jaką wykonujemy pracę. Do piekarni robiącej wspaniałe pieczywo, czy do mechanika wykonującego solidnie swoją robotę, ludzie przyjdą nie ważne czy będzie miał reklamę na powierzchni kilku metrów, nie ważne czy będzie miał warsztat w centrum czy poza miastem, bo i tak będzie miał mnóstwo klientów, gotowych zapłacić więcej, wiedząc, że jest najlepszy w tym co robi.

Kategorie: Życie

0 Komentarzy

Dodaj komentarz