Letni wieczór. Ty, kumple, piwka i telewizor. A w telewizorze transmisja meczu drużyny ponad podziałami. Nie, nie, nie! Nie mam tu na myśli drużyny złożonej z dziennikarzy TVN! Razem z kumplami wpatrujesz się w ekran i trzymasz kciuki za naszą reprezentację. Złośliwi powiedzą, że jedynie trzymanie kciuków nam pozostało, ale ja dziś nie o tym…

Ile razy oglądając mecz w siatkówkę transmitowaną przez jakąś irańską telewizję, z naszych ust wylatywały serie przekleństw pod adresem kamerzysty, który nie nadążał za tym co działo się na boisku?

Ile razy oglądając mecz w telewizji, bardziej zapadł ci w pamięć obrazek kibica na trybunach od samych wydarzeń boiskowych?

Ile razy większe zainteresowanie wzbudziła w tobie wiewiórka biegająca po murawie od 22 chłopa wylewających siódme poty na boisku?

Wreszcie ile razy miałeś okazje spojrzeć w twarz naszym reprezentantom, kiedy przed meczem pełną piersią wyśpiewywali słowa hymnu… No właśnie, albo ich nie wyśpiewywali, albo ewidentnie go nie znali!

Zastanawialiście się kiedyś kto za tym wszystkim stoi? Odpowiedzi pewnie byłyby różne. Powiecie: „Jakaś tam ekipka się tym zajmuje”, „no pewnie jakiś kamerzysta”. Bingo. Właśnie tak jest. Jednak ostatnio miałem okazję uświadomić sobie, że nie wystarczy wziąć kamerę i kręcić. Trzeba mieć to coś. Umiejętność wyłapywania ciekawych ujęć czy przewidywania co się zaraz wydarzy. Ale po kolei…

W zeszłym roku kolega poprosił mnie, żebym przyszedł na mecz Ekstraligi Kobiet w futsalu. Miałem być odpowiedzialny za kamerę. Co ciekawe, drużyna KU AZS UJ Kraków to jedna z niewielu drużyn w piłce nożnej kobiet i futsalu, której mecze można oglądać na żywo za pośrednictwem Facebooka. Od tego momentu historia potoczyła się już bardzo szybko. Kolejne mecze, futsal został w sezonie letnim wyparty przez piłkę nożną. Bomba! To było nowe wyzwanie. Zupełnie inne tempo i przestrzeń gry. Kiedyś nie zwróciłbym na to uwagi, ale teraz, stojąc za kamerą wszystko ma znaczenie. 

I właśnie w tym miejscu następuje moment kulminacyjny. Piłka nożna wiąże się z rozgrywaniem meczy na stadionie. Jak stadion to i transmisja nie może być z poziomu murawy. No bo jak to tak. Nieprofesjonalnie przecież! Co zrobić, żeby mecz dało się oglądać i żeby kamera obejmowała większy obszar boiska? Jak to co! Na dach!

Mecze z poziomu dachu to zupełnie inna bajka. Nie chodzi tu o widoki, ale o możliwości jakie daje on mi – kamerzyście. Wiem, że nazywam się na wyrost kamerzystą. Tak naprawdę jestem w tej kwestii laikiem, ale wierzcie lub nie, stało się to dla mnie ogromną pasją. Na wzór transmisji ligi francuskiej czy angielskiej, które namiętnie oglądam w każdy weekend na Canal+, zacząłem wyłapywać tzw. smaczki.

Smaczki – w moim słowniku są to momenty w meczu, które dla widza stanowią znaczne uatrakcyjnienie widowiska. Grymas bólu, dziecko od podawania piłek robiące fikołki za linią boczną, zakochana para wtulona w siebie i sprawiająca wrażenie nie zainteresowanej meczem, motywacyjne opowieści bramkarki rywali, a kończąc na wyrzuceniu trenera na trybuny.

I pomyśleć, że do uchwycenia tych wszystkich momentów wcale nie potrzeba 13 kamer, 5 osób przed komputerem i doktoratu z kinematografii! Wystarczy pasja do piłki i znajomość dyscypliny. Setki meczów obejrzanych w życiu ogromnie mi w tym pomaga. A nie osiadając na laurach coraz częściej łapię się na tym, że oglądając mecz w telewizji analizuje ruchy kamerą i ciekawe ujęcia zamiast skupiać się na grze w piłkę!

Może właśnie ta chęć rozwoju, sprawiła, że Krzysiek postanowił dać mi szanse więcej niż raz. Ba! Nawet więcej niż dziesięć razy! A dzięki temu w zeszłym tygodniu miałem okazję kamerować mecz Pucharu Polski w piłce nożnej kobiet z dachu stadionu Zagłebia Sosnowiec. Tak. Tego zagłębia, co gra w ekstraklasie. Miałem okazję kamerować z miejsca, z którego jakiś Marek czy inny Wojtek kameruje mecze naszej polskiej ekstraklasy. I wiecie co? Chyba powoli staje się to moim marzeniem…

I tak to właśnie dzięki mojemu hobby poznałem też zupełnie inną stronę piłki nożnej. Kobiecą stronę. Spokojniejszą, na pozór nudniejszą, ale także techniczną i ciekawą. A co ciekawe często też bardziej agresywną od zachowań facetów!